Nicolas-Joseph Cugnot jest uważany za ojca pierwszego pojazdu mechanicznego napędzanego parą. Francuski konstruktor nie zdawał sobie sprawy, że ponad 200 lat od premiery jego wynalazku obsługa pojazdu nie będzie wymagała… obecności kierowcy.

Rewolucyjne rozwiązanie testowane jest obecnie w USA, ciągle jednak bezpieczna jazda samochodem zależy przede wszystkim od jego stanu technicznego i umiejętności kierowcy. Wokół bezpieczeństwa aut flotowych i ich użytkowników narosło wiele mitów, z którymi musimy mierzyć się na co dzień.

Przepis na życie

Na początek sięgnijmy do art. 3 ustawy Prawo o ruchu drogowym: „Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga – szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie”. Warto zwrócić uwagę na słowo „zaniechanie”, które padło w ostatnim zdaniu. Dotyczy ono przede wszystkim kierowców, którzy świadomie lekceważą i łamią przepisy wynikające z Kodeksu drogowego, narażając tym samym siebie i innych na utratę zdrowia lub życia. Użytkownicy aut firmowych biorą udział w co trzecim wypadku drogowym i są sprawcami co drugiej kolizji. Najczęstsze przyczyny to – według policyjnych statystyk – znaczne przekroczenie prędkości, brak reakcji na zmienne warunki pogodowe oraz wymuszanie pierwszeństwa przejazdu na drodze.

Nieco mniejszymi przewinieniami są rozmowy telefoniczne prowadzone bez używania zestawów głośnomówiących, brak włączonych świateł mijania czy niezapięcie pasów bezpieczeństwa. To ostatnie kierowcy często tłumaczą tym, że przez pasy nie mogliby szybko opuścić samochodu w razie pożaru. Mit ten obalają dane: tylko 0,5 proc. wypadków drogowych jest związanych z pożarem pojazdu. Wielu kierowców (zwłaszcza pojazdów ciężarowych) wychodzi z założenia, że po mieście i na krótkich trasach jeździ się wolno, więc w razie wypadku nic im się nie stanie. Po co więc zapinać pasy? Prawa fizyki są nieubłagane. Jeśli samochód jedzie z prędkością 50 km/h, przy zderzeniu ciało kierowcy jest wyrzucane z siedzenia z siłą 1 t. Przy uderzeniu w stałe elementy samochodu skutki mogą być śmiertelne, również dla pasażera siedzącego z przodu.

Inną kwestią jest korzystanie podczas jazdy z telefonów komórkowych. Niektórzy administratorzy flot nie chcą wyposażać aut firmowych w zestawy głośnomówiące, bo uważają, że kierowcy za bardzo skoncentrują się na rozmowach prywatnych zamiast na prowadzeniu samochodu. Fakty są jednak takie, że pracownicy i tak rozmawiają lub piszą SMS-y jedną ręką, prowadząc jednocześnie samochód. A wówczas nie ma mowy o tym, by mogli dostatecznie uważnie kontrolować sytuację na drodze. Jeśli wydarzy się coś nieoczekiwanego, trudno im będzie wykonać sprawny i udany manewr rozpędzonym autem.

Stosowanie i konsekwentne egzekwowanie odpowiednich zapisów w polityce flotowej, zwanej często regulaminem użytkowania pojazdów służbowych, może znacząco podnieść świadomość kierowców w zakresie bezpieczeństwa na drodze. Obowiązkiem zarządzającego parkiem samochodowym jest tworzenie procedur, które uwzględniają najczęstsze zagrożenia dla bezpieczeństwa pojazdów oraz ich użytkowników.

Kierowca mile widziany…
Z kilkuletnim doświadczeniem, powyżej 25. roku życia, regularnie uczestniczący w ruchu drogowym i… najlepiej mężczyzna. Z takimi oczekiwaniami najczęściej można się zetknąć w ogłoszeniach prasowych czy internetowych. Czy kobiety faktycznie częściej powodują kolizje lub wypadki drogowe? Baba za kierownicą – oto jeszcze jeden stereotyp. Łatwo go obalić za pomocą statystyk Polskiej Izby Motoryzacji. Panie o wiele rzadziej niż panowie łamią przepisy. Nawet 59 proc. kobiet nigdy(lub bardzo rzadko) nie przekracza dozwolonej prędkości (do ograniczeń prędkości stosuje się natomiast tylko 45 proc. panów), 35 proc. kobiet nigdy nie przekracza linii ciągłej, a 45 proc. nie wymusza pierwszeństwa. Wśród panów te wskaźniki wynoszą odpowiednio 27 proc. i 40 proc. Nie powinny więc dziwić dane Komendy Głównej Policji, która ogłosiła, że w 2012 r. kobiety były sprawcami 20 proc. wszystkich wypadków na polskich drogach. To pozostawia 75,7 proc. wypadków spowodowanych przez płeć brzydką (w 4,3 proc. przypadków nie określono, kto był sprawcą).

Mimo że perspektywy znalezienia pracy w branży transportowej, logistycznej, komunikacyjnej są niezłe, rekrutacja kierowców – zwłaszcza w transporcie międzynarodowym – ciągle przysparza menedżerom flotowym niemało kłopotu. Firmy potrafią kusić kierowców lepszymi zarobkami, nowoczesnymi pojazdami czy atrakcyjnymi warunkami pracy, co powoduje dużą rotację osób w tej branży. Flotowcy mierzą się z problemem znalezienia odpowiedzialnego, bezszkodowego i rzetelnego pracownika. Najczęściej zatrudnia się osoby polecone przez bardziej doświadczonych, zaufanych pracowników. Okres próbny trwa przeważnie bardzo krótko i obejmuje przejazdy w charakterze zmienników kierowców, zapoznawanie się z trasami, obsługą auta i specyfiką pracy.

Należy jednak pamiętać, że posiadanie uprawnień do prowadzenia danej jednostki mechanicznej nie daje gwarancji, że kandydat ma odpowiednie predyspozycje czy pożądane umiejętności. O tych niestety pracodawcy dowiadują się dopiero po rozpoczęciu współpracy. Bagatelizowanie weryfikacji umiejętności kierowców w zakresie bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym może dla floty oznaczać bardzo wysokie koszty ekonomiczne, kadrowe, moralne lub wizerunkowe. Dlatego coraz częściej sięga się po narzędzia sprawdzające przyszłych kierowców w zakresie znajomości budowy auta oraz jego użytkowania. Wzorowym działaniem jest organizowanie testów drogowych dla przyszłych pracowników. Również tych, dla których auto będzie codziennym narzędziem pracy (przejazdy z punktu A do punktu B). Wspomniane testy można organizować przy współpracy z instruktorami z lokalnych ośrodków jazdy, wykwalifikowanymi egzaminatorami lub osobami zarządzającymi pojazdami, posiadającymi duże doświadczenie i wiedzę.

W przypadku pojazdów wielkogabarytowych szczególną uwagę należy zwrócić na umiejętność prawidłowego ruszania i włączania się do ruchu, a także skręcania, cofania i parkowania, sygnalizowania manewrów i zachowania odległości od pojazdów poprzedzających. Cofanie i parkowanie aut wydają się kluczowe. Bardzo dużo szkód powstaje właśnie podczas wykonywania tych manewrów w miastach o dużym natężeniu ruchu, z małą liczbą miejsc parkingowych, wąskimi ulicami i drogami jednokierunkowymi. Kierowcy muszą więc dysponować wysokimi umiejętnościami, chłodną głową oraz wyczuciem odległości, aby nie narażać pracodawców na koszty związane z naprawą samochodów i przestojami w pracy.

bezpieczenstwo bez uprzedzen - wykres

Samochód służbowy, najlepszy wóz terenowy…

Faktem jest, że samochód służbowy to narzędzie pracy, ale zarazem duża wartość dodana dla pracownika. Polski rynek na przestrzeni ostatnich kilku lat odnotowuje znaczny wzrost liczby pojazdów zapewnianych pracownikowi przez pracodawcę. Można założyć, że taki trend będzie się utrzymywał. Czy pracownik, który otrzymuje do dyspozycji samochód, będzie o niego należycie dbał, nie narażając swojego pracodawcy na dodatkowe koszty związane z nadmierną eksploatacją i uszkodzeniami? Wielu kierowców wychodzi z założenia, że samochód służbowy to pojazd, który „sam się tankuje, sam naprawia,”, a koszty z tym związane są przecież wliczone w ryzyko jego użytkowania. Dlatego nie trzeba się martwić, gdzie się go parkuje i jak się z niego korzysta…

Wyobraźmy sobie, że posiadamy flotę 200 pojazdów. Każdy z nich jest eksploatowany nadmiernie i nieostrożnie. W ciągu roku rosną koszty eksploatacji do kwoty rzędu 2-3 tys. zł, ponieważ należy wymieniać szybciej zużywające się opony, układy hamulcowe, elementy zawieszenia, nie wspominając o nadmiernym zużyciu paliwa lub drobnych uszkodzeniach blacharsko-lakierniczych. Jak temu przeciwdziałać? Jednym z programów prewencyjnych jest system motywacyjny. Może on obejmować np. możliwość pierwokupu pojazdu służbowego przez jego użytkownika po wycofaniu auta z floty firmowej. Jest to jedna z najprostszych, ale też najskuteczniejszych metod. Co może lepiej przekonać kierowcę, by jeździł samochodem ostrożnie, niż perspektywa, że kiedyś auto będzie należeć do niego? Można również prowadzić wewnątrzfirmowy ranking kierowców, promujący właściwe postawy. Kto jeździ najlepiej i najostrożniej, zostanie nagrodzony wymianą pojazdu na nowy lub wyższej klasy czy z lepszym wyposażeniem. Zamiennie można też zastosować nagrody finansowe wypłacane miesięcznie, kwartalnie lub raz w roku. Nie należy zapominać o drugiej stronie systemu motywacyjnego, który obok nagród za rozważną i bezpieczną eksploatację powinien zawierać taryfikator kar dla kierowców nieroztropnie korzystających z przydzielonego im mienia firmowego. Tu także mamy do wyboru kilka narzędzi. Można zastosować takie kary jak udział własny w finansowaniu napraw, utrata premii czy potencjalnych nagród, otrzymanie auta niższej klasy, degradacja stanowiska pracy albo utrata możliwości korzystania z pojazdu do celów prywatnych. To oczywiście tylko wybrane przykłady.

Można sobie zadać pytanie o to, co jest bardziej skuteczne: nagrody czy kary. Otóż i w tym przypadku warto zastosować złoty środek, pozwalający na elastyczność i dopasowanie środków do charakteru kierowców – i tych mniej chętnych do współpracy, i tych, którzy lubią współzawodnictwo czy doceniają wagę korzyści, jakie mogą odnieść dzięki trosce o służbowe auto.

Być jak Robert Kubica

Około 80 proc. polskich kierowców uważa, że jeździ dobrze lub bardzo dobrze. Wśród nich nie brakuje kierowców pojazdów flotowych. Wielu z nich oczami wyobraźni widzi się w mistrzostwach świata Formuły 1, najbardziej prestiżowych zawodach na świecie, w których całkiem niedawno startował Robert Kubica. Swoich sił próbują na polskich torach, przesuwając wskazówki prędkościomierzy w nieosiągalną dla spowalniaczy jazdy stronę. Łatwo więc odpowiedzieć na pytanie, co jest najczęstszą przyczyną wypadków w Polsce. Pod względem liczby ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców – według danych Komisji Europejskiej za 2012 r. – nasz kraj plasuje się w ścisłej czołówce tego niechlubnego rankingu (dane na wykresie). Wyprzedzają nas jedynie Litwini i Rumuni. Statystyki dowodzą, że nasi kierowcy jeżdżą szybko i brawurowo, zbyt pewni własnych umiejętności, co z kolei prowadzi do ciężkich wypadków, w których giną inni uczestnicy ruchu drogowego albo postronne osoby.

Problem za szybkiej jazdy nie omija oczywiście firm. W przypadku pojazdów ciężarowych działaniem prewencyjnym może być montaż ograniczników prędkości. W samochodach osobowych batem na rajdowe zapędy kierowców jest monitorowanie przejazdów za pomocą systemu GPS oraz wprowadzanie działań motywujących i przemawiających do rozsądku. Coraz częściej zdarza się, że administratorzy flot korzystają z wiedzy i doświadczenia szkół bezpiecznej jazdy, co przekłada się na większą świadomość, wyższe umiejętności i bezpieczniejsze zachowanie pracowników.

Eksperci prowadzący zajęcia doskonalące technikę jazdy wskazują na trzy podstawowe błędy popełniane przez użytkowników pojazdów mechanicznych. Są nimi: nieprawidłowa ocena sytuacji, błędna decyzja i styl prowadzenia pojazdu. Zaawansowane ćwiczenia mogą skorygować błędne nawyki nabyte jeszcze podczas kursów prawa jazdy. Podstawowe zajęcia obejmują przejazdy po śliskim, mokrym torze (na podobieństwo trudnych, zaskakujących warunków występujących na drodze), manewrowania na zakrętach z luźno zamocowanymi tylnymi kołami, próby wyprowadzenia auta z niekontrolowanego poślizgu czy operowanie hamulcem.

Niektórzy flotowcy podchodzą dość sceptycznie do szkoleń teoretyczno-praktycznych z udziałem własnych kierowców. Część z nich uważa, że takie zajęcia jeszcze bardziej umocnią pracowników w przekonaniu o wielkim talencie do prowadzenia pojazdów. W odpowiedzi warto przytoczyć wypowiedź jednego z użytkowników auta firmowego na temat uczestnictwa w szkoleniu bezpiecznej jazdy.

„Uważałem się za doskonałego kierowcę, zanim po raz pierwszy nie skorzystałem z możliwości sprawdzenia swoich umiejętności w warunkach kontrolowanego poślizgu pojazdu oraz wykonywaniu innych, niespodziewanych manewrów. Okazało się, że moje wyobrażenie i posiadana teoria nijak się nie mają do faktycznie posiadanej wiedzy i umiejętności. Opiszę jedno z ćwiczeń weryfikujących moje mylne założenie o własnej doskonałości. Pusta płyta lotniska, na jej środku przygotowana tzw. płyta poślizgowa mająca imitować zachowanie pojazdu na mokrej nawierzchni. Na jej środku ustawiono przeszkodę, którą należy ominąć, zachowując właściwy tor jazdy. Rozpędzam pojazd do prędkości 80 km/h. Przecież bardzo często jeździmy właśnie z taką prędkością poza miastem. Byłem w pełni przygotowany i odpowiednio skoncentrowany. Wiedziałem, co powinienem zrobić, aby ominąć przeszkodę. Mimo to została ona zmieciona z powierzchni lotniska, a po próbie jej ominięcia pojazd wykonał kilka obrotów wokół własnej osi i znalazł się około 10 m z lewej strony teoretycznie wykreślonego pasa ruchu. Na szczęście każda kolejna próba była już znacznie lepsza, aż w końcu po którymś ćwiczeniu udało się bezbłędnie ominąć przeszkodę i pozostać z pojazdem w pasie ruchu. Wyobraźmy sobie zatem, że do podobnej sytuacji dochodzi nieoczekiwanie na drodze, a my nie mamy ani wystarczających umiejętności, ani doświadczenia…”

About the author

Tagi: , , , , , , , , , ,

POLECANE DLA CIEBIE

TAGI