To przekracza ludzką wyobraźnię! 

Pozornie nieistotne zdarzenia życia codziennego mogą rodzić zaskakujące szkody. Bywa, że błahe zaniedbania są przyczyną poważnych roszczeń odszkodowawczych. Szkody niewielkich rozmiarów przeradzają się w ogromne, zagrażające bytowi firmy. Nawet przy bardzo bogatej wyobraźni nie da się przewidzieć każdego rozwoju wypadków, nieszablonowego splotu okoliczności czy odpowiedzialności istniejącej wbrew zdrowemu rozsądkowi. Rzeczywistość lubi nas zaskakiwać i to często bardzo dotkliwie.

Szefie, miałem właśnie wypadek, czekamy na policję, ale to nie ja jestem sprawcą!
To był jeden z tych telefonów, jakich zawsze obawia się administrator floty. Wprawdzie uspokoił się, bo ani kierowcy, czyli przedstawicielowi handlowemu firmy, ani nikomu innemu nic poważnego się nie stało, ale trzy samochody zostały uszkodzone. Z relacji pracownika wynikało, że kiedy jechał na umówione spotkanie, z drogi podporządkowanej nagle wyjechało mu tuż przed maskę czarne bmw. Pracownik wykazał się refleksem. Aby uniknąć pewnego zderzenia z bmw, odbił kierownicą w lewo i ominął pirata drogowego. Jednak na śliskiej po deszczu drodze nie zdołał już wystarczająco szybko wrócić na swój pas ruchu i uderzył bokiem w jadącą z przeciwka toyotę. Odrzucony siłą uderzenia wpadł na pobocze i najechał na zaparkowanego tam citroena. W rezultacie auto firmowe potrzebuje poważnego remontu. Ale jest przecież sprawca, zatem jego ubezpieczyciel za wszystko zapłaci.

Policja przyjechała dość szybko. Relacje wszystkich uczestników i kilku świadków były zgodne: wszystkiemu winne czarne bmw. Tyle że zaraz po zdarzeniu z piskiem opon odjechało. Jeden ze świadków zdołał tylko zapamiętać początek numeru rejestracyjnego. To nie wystarczy, aby odnaleźć właściwe auto. Sprawca przepadł jak kamień w wodę i mało prawdopodobne, aby kierowany wyrzutami sumienia sam zgłosił się na policję. Nie ma więc szans na odszkodowanie z OC sprawcy. Firmowe auto trzeba szybko naprawić, jest potrzebne, aby zarabiać. Na szczęście ma wykupione autocasco. Odnowienie umowy będzie droższe z powodu tej szkody, ale nie ma innej rady.

Na tym jednak nie koniec konsekwencji wypadku. Do firmy zgłaszają się właściciele toyoty i citroena z żądaniem pokrycia kosztów naprawy – ich auta zostały zniszczone w wyniku uderzenia przez auto firmowe. Swoje roszczenie zgłasza także pasażer toyoty, bo w wyniku zderzenia rozbił głowę i doznał wstrząśnienia mózgu. Kilka tygodni przymusowego zwolnienia oznaczało w jego przypadku utratę dochodów. Poza tym oczekuje też wypłaty zadośćuczynienia za ból i cierpienia. Tylko dlaczego roszczenia kierują do naszej firmy, skoro sami również jesteśmy poszkodowanymi przez bmw? Współczujemy, ale nie pomożemy. Sprawy trafiają do ubezpieczyciela OC auta firmowego, niech wyjaśni poszkodowanym, że nie my jesteśmy sprawcą i nie ma podstaw do wypłaty z naszego OC. Ale czy na pewno?

Po kilku tygodniach szok. Przychodzą informacje o wypłacie odszkodowania z OC auta firmowego za naprawę citroena i przyznaniu niemałych świadczeń pasażerowi toyoty. Tylko za naprawę toyoty ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. To jakiś absurd, przecież to nie auto firmowe było sprawcą, policja to potwierdziła!

Dlaczego ubezpieczyciel podjął takie decyzje? Są nie tylko zaskakujące, ale wydają się też krzywdzące! Wszystko wynika z zasad ustalania odpowiedzialności OC.

Obraz2

 

W przypadku zderzenia się pojazdów – wtedy gdy oba auta są w ruchu – odpowiedzialność jednego posiadacza pojazdu wobec drugiego jest oparta na zasadzie winy. Żądający odszkodowania musi zatem wykazać, że to z winy posiadacza lub kierującego ubezpieczonym pojazdem doznał szkody. W tym przypadku właściciel toyoty powinien udowodnić, że z winy kierującego autem firmowym doszło do zderzenia i uszkodzenia samochodu. A tak przecież nie było – pracownik firmy podejmował uzasadnione okolicznościami manewry obronne, aby uniknąć pewnego zderzenia z bmw. Nie ma jego winy – nie ma odszkodowania za naprawę toyoty. Z takim werdyktem zgadza się nasz zdrowy rozsądek.

Nie ma winy – nie ma odszkodowania. Z takim werdyktem zgadza się nasz zdrowy rozsądek. Skąd jednak wypłata pozostałych odszkodowań? Z zasady ryzyka.

 

Skąd jednak wypłata pozostałych dwóch odszkodowań? Z zasady ryzyka. Citroen stał zaparkowany na poboczu, nie był w ruchu. Nie doszło tu zatem do zderzenia się pojazdów, w którego przypadku obowiązuje słuszna zasada winy. Odpowiedzialność jest ustalana na podstawie ryzyka i właściciel citroena musi tylko udowodnić, że doznał szkody w związku z ruchem ubezpieczonego auta firmowego. A tak niewątpliwie było. Przesłanka winy kierującego nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Dokładnie na tej samej zasadzie ryzyka jest także oparta odpowiedzialność wobec poszkodowanych pasażerów innych pojazdów, jeśli tylko nie są posiadaczami tych aut. I tu pasażer toyoty bez problemu wykazuje swoją szkodę i związek przyczynowy z ruchem auta firmowego – to ono przecież zderzyło się z toyotą.

Czy można się bronić w takiej sytuacji? Można, i to na trzy sposoby. Żeby uwolnić się od odpowiedzialności opartej na zasadzie ryzyka, należy wykazać:

– że szkoda powstała wyłącznie z winy samego poszkodowanego (tu nie ma podstaw do takiego twierdzenia, nie ma żadnej winy właściciela citroena w tym, że jego auto stało zaparkowane na poboczu, ani winy pasażera toyoty, że doznał obrażeń),

– że szkoda jest skutkiem działania siły wyższej (czyli zjawiska o pochodzeniu naturalnym, zewnętrznego, niemożliwego do przewidzenia ani zapobieżenia – nic takiego w tym wypadku nie zaistniało),

– że szkoda powstała z wyłącznej winy osoby trzeciej, za którą nasz ubezpieczony nie ponosi odpowiedzialności.

Natychmiast nasuwa się odpowiedź: Tak, mamy do czynienia z trzecim przypadkiem. To kierowca bmw jest wyłącznie winny całego zdarzenia! Choć wydaje się to prawdą, nie można mu przypisać winy, gdyż nie ustalono jego danych. Warunkiem badania winy jakiejkolwiek osoby jest jej zidentyfikowanie. Nie jest winny np. ten, kto nie ukończył lat 13 lub jest niepoczytalny. Bez ustalenia tej osoby nie można zweryfikować, czy tak właśnie nie było. W konsekwencji nie ma podstaw do uwolnienia się od odpowiedzialności za szkodę.

W efekcie wypadku spowodowanego przez pirata drogowego – uciekiniera z miejsca wypadku – firma poniosła wymierne straty. Gdyby nie ubezpieczenia, musiałaby sama zapłacić nie tylko za naprawę własnego auta, ale także pokryć znaczne szkody poniesione przez osoby trzecie. Jakkolwiek niesprawiedliwe to się może wydawać, takie są nieubłagane reguły odpowiedzialności cywilnej. Szkody obciążyły przebieg ubezpieczenia AC i OC, co oczywiście przełoży się na wyższą składkę w następnym roku. Ale to i tak niewielka strata w porównaniu z wypłaconymi odszkodowaniami. Te ubezpieczenia mają jednak sens.

Auto zaparkowane nie szkodzi?
Oto kolejna sytuacja, o jaką na co dzień nietrudno. Zatłoczone centrum miasta, niełatwo gdziekolwiek zaparkować, a towar trzeba dostarczyć do klienta. Kurier znalazł lukę pomiędzy stojącymi autami – jakoś się wcisnął, trochę po skosie. Tył samochodu dostawczego wystaje na ulicę, ale przecież inni kierowcy to zrozumieją i ominą przeszkodę. Dostarczenie przesyłki, czekanie na odebranie kolejnych, papierkowa robota – trochę to zajęło, ale to już dziś ostatnie zlecenia, więc nie trzeba się spieszyć.

Po powrocie do samochodu kierowca zastaje na miejscu korek, policję, pomoc drogową i wściekłych motorniczych kilku tramwajów. Nie mogą przejechać – tył auta wystaje wprawdzie tylko kilka centymetrów na torowisko, ale skutecznie uniemożliwia przejazd. Kurier nie zwrócił uwagi na tory. Policja wręcza kierowcy wysoki mandat i przyznaje punkty karne. Nie chce w ogóle słuchać wyjaśnień kierującego. Firma będzie musiała też pokryć koszty wezwania pojazdu holującego.

Wyjątkowo wysokie koszty dostarczenia przesyłki wzrastają jeszcze po kilku tygodniach z powodu braku wyobraźni kuriera. Okazuje się, że zarządca komunikacji tramwajowej występuje do właściciela pojazdu z roszczeniem o utracone z tytułu przestoju dochody. Szczegółowo wylicza w wezwaniu do zapłaty niewykonane na czas wozokilometry, stawki uzgodnione z miastem, nadgodziny motorniczych. Wyższa matematyka uzasadnia roszczenia na kilka tysięcy złotych. Można próbować spierać się o wysokość faktycznej straty, ale sama odpowiedzialność za szkodę jest bezdyskusyjna. Właściciel pojazdu będzie musiał ją pokryć lub skorzystać z ubezpieczenia OC – tylko którego? Obowiązkowego posiadaczy pojazdów mechanicznych czy OC z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej, o ile je posiada?

Roszczenia nie umierają
Zaczęła się prawdziwa zima, śnieg sypie przez całą noc. Chodnik przed firmą powinien być odśnieżony i posypany piaskiem przez stróża, ale ten zaspał. Rano na śliskim chodniku przechodząca kobieta poślizgnęła się i upadła. Zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu, policja zabezpieczyła nagranie. Upadek był wyjątkowo pechowy – w szpitalu okazało się, że doznała pęknięcia miednicy, złamania żeber, wybiła bark, straciła dwa zęby. Musiała przejść operacyjne zespolenie kości miednicy, czekać ją będzie długi proces leczenia i rehabilitacji.

Roszczenie o zadośćuczynienie się dziedziczy, jeśli poszkodowany wytoczył powództwo za życia. Sąd musi tylko ustalić adekwatną kwotę, a otrzymają ją spadkobiercy.

 

Roszczenie o wypłatę 120 tys. zł – tytułem zadośćuczynienia, kosztów opieki i utraconych dochodów – zostaje zgłoszone przez pełnomocnika pozwem sądowym wniesionym przeciwko firmie. Odpowiedzialność jest niepodważalna, można się tylko spierać o wysokość świadczeń. Wynajęta przez firmę kancelaria podejmuje się prowadzenia sprawy. W trakcie procesu poszkodowana umiera. Jak się okazuje, w wyniku powikłań leczenia obrażeń po upadku. Skrzep krwi uwolniony w wyniku złamania doprowadził do udaru. Spór sądowy zostaje zawieszony. W miejsce zmarłej do sprawy wstępują jej spadkobiercy, podtrzymując roszczenie w zakresie zadośćuczynienia. To roszczenie się bowiem dziedziczy, jeśli poszkodowany wytoczył powództwo za życia. Sąd musi tylko ustalić adekwatną kwotę, a otrzymają ją spadkobiercy.

Na tym jednak nie koniec konsekwencji finansowych twardego snu stróża. Ten sam pełnomocnik, reprezentujący teraz 12 członków rodziny zmarłej, występuje do firmy z roszczeniem o wypłatę stosownych zadośćuczynień za śmierć osoby bliskiej. Wysokość żądanych kwot od 40 tys. zł dla synowej do 250 tys. zł dla małżonka i dwójki młodszych, niepełnoletnich dzieci. Łącznie blisko 2 mln zł! Kwota wywołuje burzę w firmie, zdecydowanie przekracza sumę posiadanego ubezpieczenia OC i może zagrażać dalszemu istnieniu firmy.

Ponadto jak to możliwe, że z jednego, pozornie trywialnego upadku na chodniku mogą powstać zarówno roszczenia od samego poszkodowanego (niewygasające wraz z jego śmiercią), jak i odrębne roszczenia jego bliskich? Okazuje się, że przy splocie określonych okoliczności – to jest możliwe. Wszystkie roszczenia trzeba będzie zaspokoić. Czy w firmie ktokolwiek spojrzał w ten sposób na realne ryzyko objęte ubezpieczeniem, kiedy trwały negocjacje na temat wysokości składki ubezpieczeniowej i sumy ubezpieczenia OC?

Trzy różne historie, taki sam morał. Myśląc o ryzyku roszczeń odszkodowawczych związanych z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa, patrzmy bardzo, bardzo szeroko. Pamiętajmy przy tym, że zawsze poza naszą wyobraźnią pozostaną jeszcze znaczne obszary zagrożeń, o których istnieniu dowiemy się, gdy będzie za późno. Miejmy to na uwadze, dobierając właściwy program ubezpieczeń. Nie wyeliminuje on wprawdzie samych zdarzeń, ale pomoże zniwelować ich skutki finansowe, które nieraz decydują o dalszym istnieniu firmy. 

 

About the author

Tagi: , , , , ,

POLECANE DLA CIEBIE

TAGI