To było piękne czerwcowe popołudnie. Weekend w małym miasteczku w północnej Polsce, gdzie często bywałem w dzieciństwie. Spotkanie z kolegami sprzed lat przywołało wspomnienia. Zapytałem, czy łowią jeszcze ryby w lokalnej rzeczce. – W tym ścieku? – usłyszałem w odpowiedzi. Jak to możliwe, że ściekiem nazywają coś, co zawsze jawiło mi się jako źródło krystalicznej wody? Miejsce kąpieli i łowienia ryb. Może niezbyt wielkich okazów, ale jednak. Dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta – człowiek.

Do awarii w pobliskiej mleczarni doszło trzy lata temu. Toksyczne ścieki spowodowały degradację środowiska wodnego na odcinku kilkunastu kilometrów. Zakład, który daje pracę mieszkańcom miasta, przyczynił się do dewastacji ich najbliższego otoczenia. Czy można było temu zapobiec? Pewnie tak, ale to również w dużej mierze zależy od nas, naszej świadomości dotyczącej możliwości powstania awarii i ewentualnych konsekwencji.

Naturalny wróg natury
Nie od dzisiaj wiadomo, że człowiek, będąc częścią natury, jest jednocześnie jej największym niszczycielem. Codziennie rujnuje środowisko, wycinając lasy, budując domy, drogi, mosty, eksploatując kopaliny. Długo można wymieniać. Człowiek niszczy środowisko, ponieważ pragnie zapewnić sobie większy komfort życia. Jednak jego cena jest bardzo duża. Globalne ocieplenie, dziura ozonowa czy degradacja środowiska wodnego, to tylko wybrane skutki uboczne działalności człowieka na tym świecie.

Jeszcze kilka wieków temu wpływ ludzi na środowisko naturalne był ograniczony. Głównym źródłem zanieczyszczenia pozostawały zagrożenia naturalne, takie jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, huragany, burze, powodzie czy pożary lasów. Zniszczenia miały jednak ograniczony charakter, a sama natura zazwyczaj szybko się odbudowywała. Człowiek to jednak znacznie poważniejszy rywal, dysponujący całą gamą środków rażenia, wśród których można wyróżnić hałas, pole elektromagnetyczne, czynniki biologiczne i inne materiały niebezpieczne, zwłaszcza substancje chemiczne. Właśnie z tymi ostatnimi natura nie radzi sobie zbyt dobrze. W wielu przypadkach skutki zanieczyszczeń chemicznych są nieodwracalne.

Żywi, leczy, ubiera i… niszczy
Chemia może poszczycić się wieloma osiągnięciami, ale jednocześnie wywołuje niezbyt dobre skojarzenia ze względu na negatywny wpływ na ludzi i środowisko naturalne. Jednym z głównych winowajców złego wizerunku tej dziedziny jest przemysł, który w poszukiwaniu zysków czerpie pełnymi garściami z osiągnięć naukowców, często nie licząc się z konsekwencjami. A te są niebagatelne. Każdego dnia przedsiębiorstwa emitują tony toksycznych związków, które przyczyniają się do stopniowej degradacji środowiska. Oczywiście, zazwyczaj w ramach dopuszczalnych norm. Mimo to można stwierdzić, że jest to powolna, kontrolowana degradacja środowiska.

Do związków, które najczęściej i najbardziej zanieczyszczają atmosferę, należą dwutlenek węgla, dwutlenek siarki, tlenki azotu oraz pyły. Na szczęście ludzkość już od jakiegoś czasu ma świadomość, że zbliża się do ekologicznej przepaści. Stąd coraz bardziej rygorystyczne wymagania zmuszające przedsiębiorstwa do zmian technologicznych oraz inwestycji we wszelkiego rodzaju proekologiczne rozwiązania ograniczające emisję niebezpiecznych substancji do środowiska, takie jak cyklony, elektrofiltry, filtry workowe, odpylacze czy skrubery.

Teren wokół zakładu może zostać skażony w wyniku bardziej spektakularnych od emisji substancji niebezpiecznych do środowiska zdarzeń, takich jak pożar czy wybuch. Jednym z najbardziej tragicznych w skutkach wypadków był wybuch w elektrowni w Czarnobylu w 1986 r. Stał się on synonimem katastrofy ekologicznej bez granic.

1

Zdarzenia nagłe – emisja, pożar, wybuch

Czasami jednak sytuacja wymyka się spod kontroli i dochodzi do nagłego uwolnienia substancji niebezpiecznych do środowiska. Przyczyny mogą być różne: zły stan instalacji technologicznych, błędy projektowe, błędy obsługi, uszkodzenia mechaniczne itp. Skutki też bywają różne, począwszy od drobnych wycieków, które łatwo usunąć, a skończywszy na skażeniach dużych obszarów i ofiarach śmiertelnych. Rozmiar szkody zależy przede wszystkim od rodzaju, ilości oraz właściwości substancji, tempa i sprawności działania pracowników oraz służb ratowniczych, a także elementów środowiska, które napotka na swojej drodze niebezpieczny związek. Powietrze lub woda znacznie szybciej przeniesie niebezpieczny ładunek na dalszą odległość niż np. gleba.

Należy również mieć świadomość, że teren wokół zakładu może zostać skażony w wyniku bardziej spektakularnych od emisji zdarzeń, takich jak pożar czy wybuch. Jednym z najbardziej tragicznych w skutkach wypadków był wybuch w elektrowni w Czarnobylu w 1986 r. Stał się on synonimem katastrofy ekologicznej bez granic. Pożary z kolei, zwłaszcza te z udziałem substancji chemicznych, generują duże ilości toksycznych produktów spalania, które mogą zanieczyścić najbliższe otoczenie. Czarny scenariusz pożarowy nie powinien ograniczać się jedynie do toksycznego dymu, o czym świadczy pożar magazynu firmy farmaceutycznej firmy Sandoz w Schweizerhalle koło Bazylei, także w 1986 r. W obiekcie znajdowało się około 680 t pestycydów. Zastępy straży pożarnych walczyły z pożarem przez wiele godzin. Produkty spalania, choć toksyczne, miały stosunkowo ograniczony wpływ na zanieczyszczenie środowiska. Prawdziwą katastrofę spowodowała zanieczyszczona pestycydami na bazie rtęci oraz cynku, a także fosforoorganicznymi insektycydami (dichlorvos, disulfoton, parathion i inne) woda gaśnicza, która spłynęła systemem kanalizacyjnym do rzeki Ren. Skutki tej awarii okazały się katastrofalne. Nastąpiła degradacja środowiska wodnego na odcinku rzeki długości około 400 km. Ujęcia wody dla wodociągów w Niemczech i w Holandii zamknięto na wiele lat. Poważnie ucierpiały przedsiębiorstwa przemysłowe znajdujące się nad Renem oraz branża turystyczna. Przywracanie środowiska do stanu sprzed katastrofy zajęło kolejne lata. Pierwszego łososia złowiono w dolnym odcinku rzeki dopiero 18 lat po pożarze.

Lekcja z Seveso
Poważne awarie przemysłowe zawsze wywoływały duże emocje i były bodźcem do przemyśleń i szukania nowych, bardziej skutecznych rozwiązań, które pozwoliłyby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Tak było w latach 70. ubiegłego wieku po wybuchu cykloheksanu w zakładach chemicznych Nypro Ltd. we Flixborough w Wielkiej Brytanii czy po pożarze rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach, po którym zdecydowano się na znaczne inwestycje w nowoczesny sprzęt gaśniczy dla jednostek straży pożarnych.

Jednak prawdziwy przełom w postrzeganiu kwestii związanych z bezpieczeństwem nastąpił dopiero w 1976 r., po awarii w zakładach chemicznych ICMESA w Seveso w północnych Włoszech. W wyniku wybuchu reaktora doszło do uwolnienia około 2 t substancji chemicznych, w tym 2 kg 2,3,7,8-tetrachlorodibenzoparadioksyny (TCDD), jednej z najbardziej toksycznych substancji chemicznych (około 0,1 mg dioksyny stanowi dawkę śmiertelną dla człowieka). W konsekwencji tego zdarzenia skażony został gęsto zaludniony obszar o powierzchni blisko 1500 ha, na którym znajdowało się około 40 przedsiębiorstw produkcyjnych i wiele gospodarstw rolnych. Poszkodowanych zostało kilka tysięcy ludzi (na szczęście sporą część z nich udało się ewakuować), padło wiele zwierząt. Skutki skażenia były odczuwalne przez wiele lat.

Awaria w Seveso stała się bezpośrednim impulsem do opracowania i przyjęcia w 1982 r. przez Wspólnotę Europejską Dyrektywy 82/501/EWG w sprawie zagrożenia poważnymi awariami przez niektóre rodzaje działalności, zwanej Seveso I.

Seveso I, Seveso II i Seveso III – droga do ideału
Dyrektywa Seveso I regulowała kwestie związane z kontrolą ryzyka poważnych awarii w zakładach przemysłowych, stanowiących największe zagrożenie dla zdrowia i życia pracowników oraz osób trzecich i środowiska. Dokument ten zobowiązywał kraje członkowskie do wdrożenia odpowiednich procedur i systemów bezpieczeństwa we wszystkich zakładach objętych regulacją, a więc tych, w których znajdowały się substancje niebezpieczne w ilościach przekraczających określony poziom.

W latach 80. doszło do dwóch poważnych katastrof przemysłowych: wycieku izocyjanianu metylu w indyjskiej firmie Union Carbide India Ltd. w Bhopalu, w wyniku czego zginęło około 3 tys. osób (a nawet 20 tys. zmarło w wyniku powikłań) oraz opisanego wyżej pożaru magazynu Sandozu, skutkującego zanieczyszczeniem Renu na wiele lat. Wypadki te nie pozostały bez echa i wpłynęły na stworzenie nowych koncepcji bezpieczeństwa i metod kontrolowania ryzyka. Wynikiem tych prac była m.in. Dyrektywa Rady 96/82/WE z dnia 9 grudnia 1996 r. w sprawie zarządzania zagrożeniami poważnymi awariami z udziałem substancji niebezpiecznych, znana jako Seveso II. Zastąpiła ona wcześniejszą Seveso I. Celem tego dokumentu było, po pierwsze, zapobieganie poważnym awariom z udziałem substancji niebezpiecznych poprzez stosowanie środków kontroli, po drugie, likwidacja negatywnych skutków awarii zarówno dla człowieka, jak i środowiska naturalnego. Ocenia, się że koncept Seveso II znacznie przyczynił się do ograniczenia ryzyka poważnych awarii przemysłowych, o czym świadczy 10-proc. spadek zgłoszonych awarii w latach 2000-2008, mimo wzrostu liczby zakładów.

Ostatnia kluczowa zmiana nastąpiła w 2012 r. Dyrektywa Seveso II została zastąpiona nową wersją dokumentu – Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/18/UE w sprawie kontroli zagrożeń poważnymi awariami związanymi z substancjami niebezpiecznymi, zwaną Seveso III. Jedną z głównych przyczyn powstania nowej regulacji było wprowadzenie w 2008 r. jednolitego, zharmonizowanego systemu klasyfikacji i oznakowania chemikaliów na terenie Unii Europejskiej, co wymuszało konieczność zmiany kryteriów kwalifikacyjnych zakładów stwarzających największe ryzyko. Ponadto Komisja Europejska zidentyfikowała kilka obszarów wymagających aktualizacji i doprecyzowania części zapisów oraz uwzględnienia zmian technicznych i regulacyjnych, które zaszły od 1996 r. Nowa dyrektywa miała być bardziej przejrzysta, spójna i zrozumiała, tak by usprawniać wdrażanie oraz egzekwowanie procedur i systemów bezpieczeństwa przy zachowaniu odpowiedniego poziomu ochrony zdrowia ludzkiego i środowiska.

Podstawowym celem dyrektywy Seveso III było podniesienie poprzeczki w dziedzinie zabezpieczeń dla przedsiębiorstw gospodarujących substancjami niebezpiecznymi. Z jednej strony Seveso III potwierdziło spełnianie funkcji przez dotychczasowe regulacje, z drugiej – wskazało na konieczność dalszej redukcji liczby awarii przemysłowych. Oprócz kluczowej zmiany, jaką jest sposób klasyfikacji substancji niebezpiecznych, dyrektywa wnosi szereg dodatkowych poprawek, m.in. rozszerza listę substancji niebezpiecznych o dodatkowe 14 pozycji oraz wprowadza plany kontroli zakładów.

Dyrektywa Seveso III dotyczy około 10 tys. zakładów przemysłowych, które wykorzystują lub przechowują duże ilości substancji niebezpiecznych, głównie z branży chemicznej, petrochemicznej i uszlachetniania metali. Podobnie jak w przypadku poprzedniej regulacji, zakłady objęte dyrektywą podzielono na dwie grupy: zakłady o zwiększonym ryzyku wystąpienia awarii (ZZR) oraz zakłady o dużym ryzyku wystąpienia awarii przemysłowej (ZDR). O zaliczeniu zakładu do odpowiedniej kategorii decyduje rodzaj oraz ilość znajdujących się w nim substancji chemicznych. Przedsiębiorstwo, w którym znajduje się 11 t chloru, kwalifikuje się do zakładów o zwiększonym ryzyku (ZZR). Natomiast gdybyśmy potroili tę ilość, zakład kwalifikowałby się do grupy o dużym ryzyku (ZDR) – ponieważ wartości progowe dla chloru wyniosą odpowiednio 10 t dla ZZR i 25 t dla ZDR. Inne wartości progowe substancji kwalifikujących do ZZR wynoszą odpowiednio: amoniak – 50 t, acetylen – 5 t, olej napędowy – 2500 t, a fosgen tylko 0,3 t. Jeżeli poszczególne substancje chemiczne nie występują w ilościach wyższych niż wartości progowe, należy zastosować zasadę sumowania. Formuła ta, a także wykaz substancji decydujących o uznaniu zakładu za niebezpieczny wraz z wartościami progowymi, są dostępne w Rozporządzeniu Ministra Gospodarki z dnia 10 października 2013 r. w sprawie rodzajów i ilości substancji niebezpiecznych, których znajdowanie się w zakładzie decyduje o zaliczeniu go do zakładu o zwiększonym ryzyku albo zakładu o dużym ryzyku wystąpienia poważnej awarii przemysłowej.

3

Identyfikując źródła szkód środowiskowych, bierzemy pod uwagę nie tylko wielkich chemicznych graczy, ale również zakłady, które na pierwszy rzut oka wydają się bezpieczne.

Na zakłady zakwalifikowane do najbardziej niebezpiecznych dyrektywa Seveso III nakłada szereg obowiązków. Wszystkie przedsiębiorstwa o zwiększonym i dużym ryzyku (ZZR i ZDR) są zobowiązane do zgłoszenia swojej działalności do właściwego organu Państwowej Straży Pożarnej oraz sporządzenia programu zapobiegania poważnym awariom przemysłowym. Dodatkowe obowiązki ciążą na zakładach o dużym ryzyku (ZDR), a więc tych, które stwarzają potencjalnie największe zagrożenie. Poza wyżej przedstawionymi dokumentami przedsiębiorstwa muszą opracować i wdrożyć system bezpieczeństwa, a także przygotować i przedłożyć właściwemu komendantowi PSP i wojewódzkiemu inspektorowi ochrony środowiska raport o bezpieczeństwie oraz wewnętrzny plan operacyjno-ratowniczy. Zakłady o dużym ryzyku powinny również dostarczyć właściwemu komendantowi wojewódzkiemu PSP informacje niezbędne do opracowania zewnętrznego planu operacyjno-ratowniczego.

Czarna lista trucicieli
Potencjał zagrożeń mierzony liczbą ZDR i ZRR pozwala na porównanie poszczególnych krajów Unii Europejskiej. Obecnie Polska jest w pierwszej dziesiątce krajów unijnych o najwyższym zagrożeniu awarią przemysłową. Z danych UE wynika, że w naszym kraju mamy około 160 zakładów wysokiego ryzyka i około 200 zakładów o podwyższonym ryzyku. Należy pamiętać, że te liczby wahają się nieznacznie w czasie z powodu zmian technologicznych i wydajnościowych w zakładach, a co za tym idzie – ilością posiadanych substancji niebezpiecznych. Na tle najbardziej uprzemysłowionych państw, takich jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania czy Włochy, to dość przeciętny wynik, jednak jesteśmy niekwestionowanym liderem, czyli głównym potencjalnym sprawcą wśród krajów Europy Centralnej i Wschodniej.

To jednak nie koniec złych wiadomości. Jak pokazują lata doświadczeń, potencjalnymi wrogami środowiska są również przedsiębiorstwa, które ze względu na relatywnie mniejsze ilości substancji niż ustalone w kryteriach kwalifikacyjnych (tzw. ilości „podprogowe”) nie są przydzielone do żadnej z wcześniej omawianych grup. W tych zakładach również występują tony chloru, amoniaku, alkoholi, pestycydów, materiałów ropopochodnych i innych substancji niebezpiecznych, dlatego nie można ich określić jako bezpieczne czy neutralne. Właśnie z myślą o nich stworzono w Polsce grupę tzw. zakładów niesevesowskich, a więc tych z zaplecza „ekstraklasy” najbardziej niebezpiecznych dla środowiska firm. Przy okazji uwzględniono również przedsiębiorstwa posiadające liczne substancje klasyfikowane jako żrące, w tym kwasy i ługi, szkodliwe, drażniące i inne, które nie zostały ujęte w kryteriach kwalifikacyjnych. Do kategorii zakładów niesevesowskich zakwalifikowanych jest w Polsce około 850 firm, z czego ponad połowę stanowią przedsiębiorstwa z branży spożywczej, w której dominują zakłady mięsne, mleczarnie i przedsiębiorstwa zajmujące się przetwórstwem owocowo-warzywnym. W gronie zakładów produkcyjnych wyróżnić można również branżę metalową i chemiczną. Obiekty magazynowe, czyli w większości magazyny paliw płynnych i chłodnie, stanowią około 23 proc. zakładów niesevesowskich, a obiekty komunalne, tj. spółki wodociągowe czy stacje uzdatniania wody, około 11 proc.

Z naszych doświadczeń wynika, że w tego typu zakładach występuje zazwyczaj więcej nieprawidłowości z zakresu bezpieczeństwa niż w zakładach sevesowskich, w których głęboko zakorzeniona jest filozofia „high hazard, high safety”. Potwierdzają to również oceny Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, według którego wskaźnik awaryjności zakładów niesevesowskich jest ponad dwukrotnie wyższy niż w zakładach zwiększonego lub dużego ryzyka. Wyjaśnienie jest proste – przedsiębiorstwa te nie są zobowiązane do spełniania szeregu wymagań stawianych zakładom sevesowskim. Dlatego grupa ta stanowi stosunkowo duży potencjał szkodowy, którego nie można lekceważyć. Nawet drobna awaria z udziałem substancji niebezpiecznych na terenie takich zakładów może spowodować katastrofę ekologiczną.

Czy wyczerpaliśmy listę potencjalnych sprawców zamachu na środowisko? Oczywiście, że nie. Źródłem zagrożeń mogą być również małe manufaktury produkcyjne lub usługowe, wykorzystujące niewielkie ilości substancji chemicznych, stacje benzynowe oraz sektor transportu, w którego przypadku realizują się różne scenariusze szkodowe, począwszy od małych i łatwych do usunięcia plam substancji ropopochodnych na drodze, a skończywszy na poważnych szkodach ekologicznych np. w zbiornikach wodnych, jak jeziora czy rzeki. „Maluchy” zazwyczaj powodują szkody środowiskowe o lokalnym zasięgu, ale czasami przy niekorzystnym zbiegu okoliczności lub niesprzyjającym otoczeniu zakładu zasięg szkody może się rozszerzyć. Dlatego identyfikując źródła szkód środowiskowych, bierzemy pod uwagę nie tylko wielkich chemicznych graczy, ale również zakłady, które na pierwszy rzut oka wydają się bezpieczne.

Koncepcja bezpieczeństwa jest prosta. Należy zrobić wszystko, aby nie doszło do emisji substancji niebezpiecznej do środowiska. Wszelkie działania zmierzające do wyeliminowania takiej możliwości są postrzegane jako szeroko pojęta prewencja środowiskowa.

 

Proekologiczne DNA
Każdy zakład powinien być zabezpieczony zgodnie z obowiązującymi uregulowaniami prawnymi. Nie zawsze jednak gwarantują one, zwłaszcza w przypadku zakładów, które nie zostały zaliczone do sevesowskich, ograniczenie ryzyka do minimum. Dlatego wszelkiego rodzaju procedury oraz systemy zabezpieczeń powinny być adekwatne do istniejących zagrożeń. W zasadzie koncepcja bezpieczeństwa jest prosta. Należy zrobić wszystko, aby nie doszło do emisji substancji niebezpiecznej do środowiska. Wszelkie działania zmierzające do wyeliminowania takiej możliwości są postrzegane jako szeroko pojęta prewencja środowiskowa. Zakład powinien być również przygotowany na awarię i nagłe uwolnienie substancji niebezpiecznych na zewnątrz. Szybkie wykrycie i powiadomienie o zdarzeniu oraz właściwe zastosowanie procedur prewencyjnych – np. zatamowanie wycieku oraz podjęcie stosownych działań ewakuacyjnych i ratowniczych – może zdecydować o być albo nie być nie tylko najbliższego otoczenia, ale też zakładu, w którym doszło do awarii. Przedsiębiorstwo powinno wbudować politykę proekologiczną w swoje biznesowe i organizacyjne DNA. Może to być wdrożenie takich standardów jak ISO 14001 Zarządzanie Środowiskowe czy EMAS (Eco-Management and Audit Scheme), które koncentrują się na identyfikacji źródeł zagrożeń środowiskowych oraz praktycznych metodach ich ograniczania zgodnie z zasadą „zaplanuj – wykonaj – sprawdź – popraw”. Oczywiście mniejsze firmy mają ograniczone możliwości w zakresie wdrażania takich standardów, które zresztą nie są lekiem na całe zło. Dlatego wskazane jest wprowadzanie wszelkiego rodzaju wytycznych i procedur bezpieczeństwa. Szkolenia i zajęcia praktyczne dla pracowników powinny stanowić uzupełnienie środków organizacyjnych. Świadomość ryzyka w organizacji jest bowiem kluczowym elementem minimalizacji ryzyka środowiskowego.

Przydatna ekotechnika
Organizacja bezpieczeństwa jest bardzo ważna, często bowiem wśród przyczyn zdarzeń szkodowych pojawia się tzw. czynnik ludzki, ale równie istotne są zabezpieczenia techniczne. Systemy, instalacje i urządzenia, w przeciwieństwie do człowieka nie spanikują w sytuacji awaryjnej i nie zrobią czegoś nieprzewidzianego, co spotęguje rozmiar zniszczeń, pod warunkiem że są właściwie zaprojektowane, zainstalowane i konserwowane.

Jak możemy chronić środowisko wokół nas? Od czego należy zacząć? Oczywiście od właściwych rozwiązań technologicznych, materiałowych, energetycznych i hermetyzacji instalacji. Odpowiednio dobrane technologiczne systemy zabezpieczeń, tj. systemy chłodzenia czy absorpcja, a także wszelkiego rodzaju instalacje do usuwania zanieczyszczeń, np. elektrofiltry oraz uszczelnione węzły i układy to połowa sukcesu. Nadal jednak środowisko jest zagrożone, dlatego należy szukać dodatkowych zabezpieczeń. Automatyka i aparatura kontrolno-pomiarowa uzupełniają część technologiczną. Dzięki niej można szybko zidentyfikować odchylenia, które mogą świadczyć o problemie, np. spadek ciśnienia w instalacji amoniakalnej może być skutkiem wycieku amoniaku. Błyskawiczne powiadomienie i automatyczne uruchomienie odpowiednich procedur, np. odcięcie dopływu amoniaku do rozszczelnionej sekcji, może ograniczyć rozmiar zdarzenia.

Ważną grupą urządzeń są wszelkiego rodzaju detektory, które pozwalają na szybkie wykrywanie stężeń niebezpiecznych. Detektory powinny być właściwie dobrane, czyli adekwatne do istniejących zagrożeń, np. w maszynowniach chłodniczych stosuje się detektory amoniaku, w akumulatorowniach – detektory wodoru, a w oczyszczalniach ścieków – systemy wykrywania siarkowodoru. Mimo najbardziej nowoczesnych technologii oraz właściwego opomiarowania i systemów detekcji zawsze istnieje ryzyko gwałtownej emisji lub wycieku substancji niebezpiecznych do środowiska. Zabezpieczeniem przed tego typu sytuacjami w przypadku niebezpiecznych substancji w postaci ciekłej są systemy retencji w formie różnego rodzaju mis i tac ociekowych, obwałowań, zbiorników dwupłaszczowych, separatorów zanieczyszczeń, zasuw bezpieczeństwa czy układów do zbierania wód deszczowych.

Przedstawione możliwości są jedynie namiastką różnorodnych rozwiązań do zastosowania. Systemy i urządzenia zabezpieczające powinny być dobrane indywidualnie, według szczególnego (eko)logicznego algorytmu, który pozwoli na optymalne bezpieczeństwo. Ochrona przeciwpożarowa i przeciwwybuchowa
Dlaczego firmy chronią się przed pożarem lub wybuchem? Często słyszałem z ust przedstawicieli przedsiębiorstw lub uczestników szkoleń taki argument: aby spełnić wymagania przepisów przeciwpożarowych. To oczywiście najbardziej powierzchowne postrzeganie tego zagadnienia. Bardziej świadomi rozmówcy argumentowali to chęcią zapewnienia bezpieczeństwa swoim pracownikom oraz ograniczaniem ryzyka ogniowego, np. do poziomu akceptowalnego przez ubezpieczycieli. Zdarzały się również głębsze przemyślenia dotyczące minimalizacji ryzyka przestoju w działalności, które może zmaterializować się np. w wyniku pożaru i zniszczenia linii produkcyjnej. W tym przypadku stawka może wzrosnąć kilkakrotnie. Chronimy nie tylko majątek, ale też biznes, dlatego zdecydowanie łatwiej znaleźć uzasadnienie inwestycji w bezpieczeństwo pożarowe.

W kontekście powyższych rozważań znajdujemy kolejną zależność. W przeszłości odnotowywano – i takie z pewnością pojawią się w przyszłości – szkody środowiskowe będące skutkiem pożaru lub wybuchu. Źródłem mogą być zanieczyszczenia spowodowane np. produktami spalania lub zanieczyszczoną wodą gaśniczą. Można również wyobrazić sobie sytuację, w której wybuch spowoduje uszkodzenie instalacji lub zbiornika z substancjami niebezpiecznymi i ich uwolnienie do środowiska. To wszystko sprawia, że systemy ochrony przeciwpożarowej i przeciwwybuchowej w sposób bezpośredni lub pośredni ograniczają ryzyko szkody środowiskowej. Wprowadzenie zakazu palenia tytoniu, czy właściwie zabezpieczone prace pożarowo niebezpieczne, zmniejszają prawdopodobieństwo powstania pożaru, a zatem i emisji substancji niebezpiecznych do otoczenia.

Oczywiście groźniejsze dla środowiska są pożary w budynkach wykonanych z płyt warstwowych z wypełnieniem z pianki poliuretanowej, w których przetwarza się i magazynuje substancje chemiczne, niż te w budynkach o bardziej tradycyjnej konstrukcji, np. z cegły i drewna, wypełnionych ekologicznymi materiałami – naturalnymi wyrobami z drewna. Zatem, idąc dalej, tak kultowe zabezpieczenia jak tryskacze czy systemy detekcji, mające wpływ na ograniczenie wielkości szkody pożarowej dzięki szybkiemu powiadomieniu i (lub) ugaszeniu pożaru, powinny być traktowane jako systemy zabezpieczenia środowiskowego. To kolejny argument przemawiający za wdrażaniem kompleksowych koncepcji zabezpieczeń przeciwpożarowych.

SŁONY RACHUNEK DLA SPRAWCY
Od czasu wprowadzenia w Polsce w 2007 r. Dyrektywy Europejskiej nr 24/35/WE o zapobieganiu i naprawie szkód w środowisku mamy jednoznaczną interpretację dotyczącą odpowiedzialności za szkody w środowisku. Zasada jest prosta: sprawca, a więc ten, który spowodował lub przyczynił się do szkody w środowisku, płaci. A rachunek może okazać się słony, jeśli wziąć pod uwagę tylko takie pozycje jak koszty oczyszczenia terenu, odszkodowania dla osób i firm trzecich, remediacja gleby, rekonstrukcja i rekultywacja skażonego ekosystemu oraz ewentualne koszty procesowe. Nie można zapomnieć o stratach własnych w postaci np. utraty pracowników, szkody majątkowej lub kosztów przerwy w działalności spowodowanej choćby przez utrudnienie w dostępie do zakładu. W tym kontekście skuteczne zabezpieczenie się na wypadek szkód w środowisku powinno być szczególnie istotne dla każdego przedsiębiorstwa, które może zagrozić środowisku.

2

Natura potrafi się odegrać

Wiadomość dobra albo zła jest taka, że natura potrafi się odegrać. Może nie tylko zabić lub ranić człowieka, ale też doszczętnie zniszczyć to, co stworzył jej największy wróg. Jednym z pierwszych udokumentowanych przykładów było zniszczenie Pompejów w wyniku erupcji wulkanu Wezuwiusz w 79 r., chociaż w tamtym okresie człowiek jeszcze nie degradował w szczególny sposób środowiska naturalnego. Współcześni mają nie mniejsze problemy z naturą, ale również bardziej zasługują na rewanż z jej strony. Konsekwencje zdarzeń naturalnych są coraz bardziej odczuwalne przez ludzkość z uwagi na rosnącą industrializację, gęstość zaludnienia czy powiązania biznesowe i technologiczne. Wszyscy pamiętamy erupcję wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii w 2010 r., co spowodowało poważne ograniczenia lotów w Europie Północnej i w konsekwencji zakłócenia w dostawach surowców i półproduktów dla biznesu. Z tego powodu wiele firm musiało okresowo zawiesić produkcję. Niespełna 100 lat temu aktywność tego wulkanu stanowiłaby niewielką uciążliwość jedynie dla mieszkańców tej pięknej wyspy. Dzisiaj paraliżuje pół Europy. Przykłady zamachów natury na człowieka można mnożyć. Na myśl przychodzi mi tsunami, które spowodowało serię wypadków w elektrowni jądrowej Fukushima 1 w Japonii w 2011 r. Można też przytoczyć kilka przykładów trzęsień ziemi czy powodzi, które stworzyły zagrożenie dla ludzi i pomniejszyły ich stan posiadania. Jednak do remisu w nieustającej walce człowieka ze środowiskiem jest jeszcze bardzo daleko. Dzisiaj środowisko naturalne przegrywa niemal na każdym polu.

Natura to wielki zbiorowy obowiązek
Mimo coraz bardziej uporządkowanych uregulowań prawnych i najbardziej rygorystycznych procedur oraz zaawansowanych systemów zabezpieczeń nie można całkowicie wyeliminować ryzyka pożaru, wybuchu lub niespodziewanej emisji substancji do środowiska. Zawsze może dojść do nieszczęśliwego splotu okoliczności lub błędu człowieka, na etapie projektu lub podczas eksploatacji, skutkującej katastrofą ekologiczną. Powinniśmy zatem robić wszystko, aby minimalizować to ryzyko tak bardzo, jak to tylko możliwe. W przeciwnym razie człowiek na zawsze pozostanie wilkiem, a środowisko naturalne czerwonym kapturkiem. ¶

 

About the author

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

POLECANE DLA CIEBIE

TAGI