Unikatowe konstrukcje budowlane, ekologiczne rozwiązania i nowatorskie materiały generują zupełnie nowe, niespotykane wcześniej rodzaje ryzyka. Szybki rozwój tego sektora gospodarki otwiera dyskusję nad formami zaangażowania branży ubezpieczeniowej. W ramach cyklu artykułów o ryzyku przyszłości tym razem piszemy o odpowiedzialności cywilnej uczestników procesu budowlanego w związku ze zmieniającymi się rozwiązaniami budowlanymi.

Duży szkodzi więcej
Czym właściwie są duże konstrukcje, o których na świecie mówi się po prostu large construction project? Pojęcie to nie ma jednoznacznej definicji, może dlatego, że skala large jest relatywizowana do miejsca, w którym powstaje, a może dlatego, że da się ją ocenić na pierwszy rzut oka. Do najciekawszych największych konstrukcji na świecie, o jakich można poczytać w rozmaitych rankingach, należą: South Valley Development w Egipcie (sieć wodociągowa nawadniająca część Sahary i przepompowująca 25 mln m sześc. dziennie), Jubail II w Arabii Saudyjskiej (wart 80 mld dolarów projekt, który ma się składać ze 100 zakładów przemysłowych, z kilometrów linii kolejowych, dróg i autostrad oraz rafinerii ropy naftowej, produkującej co najmniej 350 tys. baryłek ropy dziennie) i Dubailand w Dubaju.

Choć takie inwestycje kojarzą się raczej z programami telewizyjnymi na Discovery Channel, temat ten – na odpowiednio mniejszą skalę – jest też obecny w Europie. Można tu wspomnieć np. o londyńskim Canary Wharf czy o inwestycjach realizowanych w Polsce: budowie gazoportu w Świnoujściu, drugiej linii warszawskiego metra i tunelu drogowego pod Martwą Wisłą w Gdańsku, budowanego metodą TBM. Realizacja nietypowych inwestycji opartych na nowych technologiach wiąże się z wieloma aspektami ryzyka. Przede wszystkim są to typowe błędy wieku niemowlęcego i wynikające z niewielkiego doświadczenia w zarządzaniu dużym projektem budowlanym. Coraz częściej w skład konsorcjów budowlanych wchodzą firmy z różnych krajów, co prowadzi do ścierania się różnych kultur i rodzi ryzyko nieporozumień, a w konsekwencji – błędów. Jako naturalne ryzyko projektów związanych z dużymi konstrukcjami należy wskazać również ich skomplikowanie i prototypowy charakter, wielość podwykonawców i problemy koordynacyjne, wieloletniość polis, długi proces likwidacji ewentualnych szkód czy aranżowanie polis odpowiedzialności zawodowej na długo przed rozpoczęciem właściwych prac.

wykres

 

Gruby zwierz o długim ogonie
Wielkie projekty trwają długo i – co za tym idzie – problemy i roszczenia mogą się pojawiać przez wiele lat na wielu etapach prac. Budowa wspomnianego Dubailandu miała się zakończyć w 2020 r., ale prace przerwał kryzys. Budowa świnoujskiego gazoportu ma potrwać do 2014 r. Do tego dochodzą roszczenia odroczone w czasie ze względu na najczęściej stosowany czasowy zakres ochrony ryzyka odpowiedzialności zawodowej zaangażowanych projektantów i inżynierów, tzw. trigger act commited. Należy o tym pamiętać, gdyż ich odpowiedzialność może się ujawnić po wielu latach od zakończenia projektu czy sprawowania nadzoru. Ochroną są bowiem objęte długofalowe konsekwencje błędów. Przyczyna szkody musi powstać w okresie ubezpieczenia, roszczenie zaś może zostać zgłoszone wiele lat później.

Liczba aspektów oceny ryzyka, jakie należy uwzględnić, jest naprawdę ogromna – proporcjonalna do rozmiarów możliwych szkód. Pewną zapowiedź potencjału szkodowego stanowią niedawne wydarzenia związane z problemami przy drążeniu tunelu na budowie warszawskiego metra czy zamknięcie lotniska w Modlinie. Zwłaszcza że tzw. kurzawka nie jest przecież zjawiskiem nowym w Warszawie, a Modlin to nie pierwsze budowane w Polsce lotnisko. Realną skalę potencjału szkodowego oddaje katastrofa budowlana archiwum w Kolonii z marca 2009 r., którą wiąże się z budową linii metra w pobliżu. Wartość strat eksperci szacują na 500 mln euro.

Do najczęstszych przyczyn szkód budowlano-montażowych powodujących szkody wobec osób trzecich należą błędy projektowe i wykonawcze. Na wykresie przedstawiamy szczegółową statystykę. Trudno nie zauważyć, że oprócz katastrof naturalnych wszystkie pozostałe będą angażowały odpowiedzialność cywilną – czy to zawodową, czy ogólną –niektórych stron kontraktu.

Mini, midi, maksi, giga
Obserwowane trendy wskazują na przechodzenie projektów ze skali maksi do projektów mega, a nawet giga. Spowoduje to jeszcze większą ich złożoność, coraz wyższe wymagania koordynacyjne wobec składu konsorcjów wykonawczych, dłuższe łańcuchy dostaw i problemy logistyczne (także w skali międzynarodowej), problemy z dostępnością wykwalifikowanych pracowników oraz wiele innych trudności. Długi czas trwania projektu (w skrajnych przypadkach do 10 czy nawet 15 lat) bez wątpienia utrudni planowanie i koordynację.

Ocena prawna takich projektów jest również bardzo skomplikowana. Siatka powiązań pomiędzy uczestnikami procesu tworzy prawdziwą pajęczynę relacji w zakresie odpowiedzialności cywilnej. Przenikanie się odpowiedzialności ogólnej (GTPL) z odpowiedzialnością zawodową (PI) oraz szkód w przedmiocie kontraktu ze szkodami wobec osób trzecich skłaniają ku próbom budowania pokrycia skoncentrowanego na ryzyku konkretnej inwestycji i odchodzenia od tradycyjnie pojmowanego podziału produktów. Zagrożenia trzeba zatem analizować zarówno pod kątem technicznym, chociażby bezpieczeństwa technologii budowlanej czy kontroli jakości, jak i prawnym. Tu uwzględnić należy różne porządki prawne zaangażowanych stron i zakres pokrycia posiadanych przez nich polis, otoczenie prawne i ekonomiczne inwestycji, w tym źródła finansowania oraz zakres odpowiedzialności wynikający z zawartych umów. Nie jest łatwo przewidzieć wszelkie możliwe scenariusze, a ubezpieczyciele najlepiej chyba wiedzą, że rzeczywistość potrafi przerosnąć wyobrażenia. Jeśli do tego dołożyć fakt, że część z dużych konstrukcji ma nie tylko na celu estetyczną radość dla oka, urbanizację czy lepsze wykorzystanie przestrzeni, ale również funkcję bezpieczeństwa publicznego (antysejsmiczne, przeciwpowodziowe), to zakres odpowiedzialności projektantów i wykonawców jeszcze się poszerza.

nowe budownictwo 1Sea Towers

Kompleks mieszkalny składający się z dwóch wież o wysokości 141 metrów i łącznej wadze 140 tys. ton, zlokalizowany 12 metrów od Nabrzeża Prezydenta w Gdyni. Jego budowę poprzedzało wielolecie specjalistycznych analiz geotechnicznych i hydrogeologicznych ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo morza oraz warunki meteorologiczne. Budynek ma konstrukcję żelbetową, fundamentem jest płyta o objętości 10 tys. m3 zbrojonego betonu wodoszczelnego, o zmiennej grubości, oparta na ścianach fundamentowych o głębokości 16 metrów (połowa wysokości 30 metrowego bloku mieszkalnego).

 

Rosnące sumy gwarancyjne nie wydają się już nadmierną zapobiegliwością. Wkrótce zamiast o dziesiątkach milionów będzie można mówić o setkach i będą to realne sumy.Zmusi to ubezpieczycieli i reasekuratorów do poszukiwania, wspólnie z inżynierami, metod oceny bezpieczeństwa inwestycji, jakie przyjdzie im przyjmować do własnego portfela. Coraz częstsza przy tym będzie współpraca w ramach koasekuracji pomiędzy kilkoma ubezpieczycielami, za którymi stać będą różni reasekuratorzy. To z kolei może stymulować jeszcze szybszą edukację branży, co wyjdzie jej tylko na dobre. Rodzime firmy budowlane, by móc uczestniczyć w dużych projektach, będą musiały wykazywać się krystalicznie czystymi referencjami i doświadczeniem, by nie ograniczać sobie możliwości pozyskania pokrycia ubezpieczeniowego, bez którego zdobycie kontraktu stanie się niemożliwe.

Grając w zielone

Warto kilka słów poświęcić ekobudownictwu, które – chociaż nie doczekało się wyraźnej definicji oraz unormowania – coraz śmielej rozpala wyobraźnię inwestorów. Przestaje być modą, a staje się sposobem na ograniczenie wykorzystania energii czy produkcji odpadów oraz zwiększenie ergonomii budynku. Co więcej, budowlana ekoetykieta pozwala na ustalenie nierzadko wyższej marży, zatem jest o co walczyć.

Ekobudownictwo polega na wykorzystaniu takich technologii i materiałów, które pozwalają minimalizować negatywne oddziaływanie budowli na środowisko i użytkowników, a także ograniczać zużycie energii. Wszystko dzięki odpowiednim materiałom i rozwiązaniom projektowym. Nietrudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że jest to przyszłość budownictwa, a elementy zielonego myślenia będą przenikały do nawet najbardziej tradycyjnych pracowni architektonicznych. Warto więc już teraz się zastanowić, jakie wyzwania może przynieść ten trend dla branży ubezpieczeniowej. Czy wszystko, co zielone, jest bezpieczne? Czy zastosowanie nowych, mających stosunkowo krótką historię materiałów – np. odpadów z recyklingu – będzie bezpieczne? Czy nowe funkcje budynków nie przyniosą skutków w postaci wad i awarii instalacji?

Polska, w przeciwieństwie do krajów starej piętnastki UE, ma niewielkie doświadczenie w tym zakresie. Nie wypracowaliśmy jednolitego, powszechnego standardu jakościowego czy walidacyjnego w zakresie zielonego budownictwa. W Europie funkcjonuje kilkanaście różniących się od siebie standardów ekologicznych. Dziś właściwie każdy może określić swój wyrób mianem ekologicznego, niekoniecznie przedstawiając wiarygodne dowody na ekologiczne właściwości. Wyobraźmy sobie sytuację, że na rynek wprowadzamy ekologiczny materiał izolacyjny, który po kilku latach traci swoje pierwotne i deklarowane właściwości. Skutkiem tego są zwiększone wydatki na energię cieplną gospodarstw domowych, a w konsekwencji utrata wartości nieruchomości. Innym przykładem może być zastosowanie nowoczesnego ekomateriału w klasycznej, niedostosowanej technologii budowlanej. Przykład – zielone dachy będące gąbkami z wodą położone na stropach bez właściwej i trwałej, planowanej na dziesiątki lat hydroizolacji czy odporności na korozję biologiczną. Innowacyjność projektów rodząca poważne błędy konstrukcyjne i eksploatacyjne może spowodować problemy z dowodzeniem winy i przerzucanie odpowiedzialności pomiędzy projektantami, dostawcami materiałów i wykonawcami.

Fotowoltaika
Ekobudownictwo to oczywiście energooszczędność rozwiązań oraz zielone metody pozyskiwania energii, takie jak pompy ciepła czy ogniwa solarne. Przemysł fotowoltaiczny pewnymi krokami wkracza również do Polski. Jego światowa wartość wynosi dziś kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie. Liderem rozwoju fotowoltaiki w Europie są Niemcy. Kraj ten rozwiązaniami prawnymi i zachętami ekonomicznymi wpływa na dynamiczny rozwój branży. Także w Polsce wielkość zainstalowanych mocy podwaja się z każdym rokiem. Panele fotowoltaiczne wraz z towarzyszącą instalacją, oprócz oczywistych walorów ekologicznych, mają niestety wady – mogą bowiem powodować pożary.

Najczęstszą ich przyczyną są szkodniki lub wadliwie wykonana instalacja. Pożar obiektu wyposażonego w panele fotowoltaiczne jest trudny do ugaszenia. Straż pożarna nie będzie w stanie podjąć akcji gaśniczej przy pracujących ogniwach ze względu na stałe generowanie prądu o napięciu nawet powyżej 1000 V. Ponadto duże powierzchnie fotoogniw na dachach utrudniają dotarcie z wodą do ogniska pożaru.

Atut w postaci taniej energii może się więc okazać przekleństwem w przypadku szkody pożarowej. Co więcej, w niesprzyjających warunkach pożar szybko ogarnie sąsiednie zabudowania. Wieloletnie doświadczenia reasekuratorów wskazują, że pożar wywołany niesprawną instalacją fotowoltaiczną powoduje szkody całkowite znacznych rozmiarów, zwłaszcza w przypadku występowania palnych konstrukcji stropodachów. Ponownie należy postawić pytanie o ryzyko i krzyżową odpowiedzialność doradcy inwestycyjnego, projektanta, producenta i instalatora fotowoltaicznej technologii.

RODZAJE POLIS odpowiedzialności cywilnej, w ramach których można złożyć roszczenie w przypadku szkody z tytułu wadliwego ekobudownictwa:

– OC zawodowa architekta i projektanta,

– OC zawodowa firmy doradczo-konsultingowej,

– OC za produkt producenta materiału budowlanego,

– OC ogólna przedsiębiorcy budowlanego,

– OC ogólna firmy certyfikującej materiały budowlane.

Pejzaż ryzyk budownictwa XXI wieku
Magazyn „Strategic Risk” w 2012 r. zapytał europejskich menedżerów o to, jakie ryzyko spędza im sen z powiek. Oprócz odpowiedzi oczywistych o globalnym kryzysie ekonomicznym padły te, które dotyczą obaw technologicznych. Chodzi o szeroko pojęte nauki o życiu – life science. Genetyka, biotechnologia i nanotechnologia zaliczały się do najważniejszych wśród 10 obszarów nieprzewidywalności. Małe, niedostrzegalne i trudne do kontrolowania, bo ledwie co poznane materiały mogą spowodować w przyszłości poważne problemy. Na przykład dwutlenek tytanu wykorzystywany w postaci nanocząstek w powłokach malarskich jest według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem IARC potencjalnie rakotwórczy. Podmiotów, których może dotyczyć takie ryzyko – na zasadzie „długiego ogona” – prawdopodobnie byłoby dużo. Widzimy zatem, że potencjalnych wyzwań generujących ryzyko jest wiele. Czy są to problemy przyszłości? Pewne jest, że horyzont dla ryzyka związanego z budownictwem XXI w. rozciąga się w skali od giga do nano.

About the author

POLECANE DLA CIEBIE