Pesymistyczne prognozy gospodarcze po 2008 r. nie sprzyjają bezpiecznemu prowadzeniu działalności przedsiębiorstwa. Oprócz niekorzystnej koniunktury przedsiębiorcy są narażeni także na skutki zdarzeń losowych, które nie tylko powodują wymierne straty w mieniu, ale przede wszystkim mogą wywołać zakłócenia lub przerwę w działalności, a tym samym przynieść stratę w uzyskiwanym dochodzie.

W niektórych przypadkach po klasycznym i najczęściej wybieranym ubezpieczeniu BI (Business Interruption) warto pomyśleć o uszczelnieniu ochrony przedsiębiorstwa przez rozszerzenie o MLOP (Machinery Loss Of Profit), czyli ubezpieczenie utraty zysku w wyniku awarii maszyn.

Przykład 1
Styczeń 2011 r. Firma Odważni sp. z o.o., produkująca części samochodowe, otrzymuje dotację unijną na zakup maszyn i urządzeń. W związku z tym powiększa swój park maszynowy o nowe, innowacyjne maszyny o wartości 6 mln euro. Mając wysoką wydajność i duże moce produkcyjne, firma podpisuje wielomilionowe kontrakty z jednym z największych producentów samochodów, który stał się głównym odbiorcą części (80 proc. produkcji). Prezes firmy postanowił przetransferować ryzyko awarii maszyn do ubezpieczyciela. Pośrednik przekazał ofertę towarzystwa ubezpieczeń… i zaczęła się kalkulacja oraz liczenie oszczędności: – składka za ubezpieczenie maszyn od ognia : 20 tys. zł, – składka na ubezpieczenie maszyn
od awarii: 48 tys. zł. – składka na ubezpieczenie od strat związanych z awariami maszyn: 30 tys. zł. Prezes po naradzie z dyrektorem finansowym oraz brygadzistą postanowił: „Ubezpieczenie od awarii jest nam niepotrzebne, przecież mamy nowe urządzenia na gwarancji”. Po przeliczeniu kosztów stwierdził: „Zatrudnię pracownika do utrzymania maszyn i jeszcze połowa ceny ubezpieczenia pozostanie w kasie firmy”.

Jak postanowił, tak zrobił. Zatrudnił pana Czesława na stanowisku specjalisty ds. utrzymania maszyn (dawniej konserwatora maszyn) za jedyne 3,5 tys. zł brutto. Prawie wszyscy zadowoleni. Firma funkcjonuje rewelacyjnie, główny odbiorca zadowolony z jakości i dotrzymywanych terminów, zwiększyła się liczba części zamawianych w firmie Odważni sp. z o.o. Zamówień przybywa i praca musi się odbywać na trzy zmiany siedem dni w tygodniu.

Do czasu. Nadchodzi sądny dzień, 1 maja 2011 r. Prezes będący na urlopie otrzymuje informację o przestoju w zakładzie. Dzwoni do pana Czesława i słyszy: „Panie prezesie, spokojnie, to tylko awaria, poradzimy sobie w jednej chwili”. Spokojny pan prezes kontynuuje wypoczynek. Jest pewny, że produkcja lada moment zostanie wznowiona. Następnego dnia w dalszym ciągu kluczowa maszyna nie pracuje. Pan Czesław nie jest już taki opanowany. Właściciel postanawia wezwać serwis zewnętrzny producenta maszyny. Pada diagnoza – na pierwszy rzut oka pozytywna: uszkodzenie. Jednak po dłuższej analizie okazuje się, że nie dotyczy ono odpowiedzialności gwarancyjnej producenta, przyczyną szkody była błędna obsługa pracownika firmy. Wymiana uszkodzonego elementu kosztuje jedyne 10 tys. zł, ale trzeba jeszcze na nowo przeprogramować maszynę. Czas oczekiwania na wyspecjalizowaną ekipę oraz samo programowanie zajmie około dwóch miesięcy.

W wyniku przestoju oraz braku niezbędnych środków do transferu produkcji (tymczasowe przeniesienie produkcji do konkurencji to koszt około 700 tys. zł) firma straciła głównego odbiorcę. Następnie przyszła utrata zaufania rynku, a co za tym idzie – zerwanie kolejnych kontraktów i ogłoszenie upadłości firmy.

spokojnie to tylko awaria 1

Przykład 2

Rok 2008. Elektrociepłownia Lawa SA przed sezonem grzewczym oddała do eksploatacji blok gazowo-parowy. Biznesplan przygotowany w sezonie letnim 2007 r. uwzględniał koszt montażu przez wyspecjalizowaną ekipę oraz koszt ubezpieczenia bloku od awarii. Po ciężkim dla branży ciepłowniczej sezonie zimowym 2007/2008 zarząd spółki postanowił szukać oszczędności i podjął decyzję o rezygnacji z ubezpieczenia (padło stwierdzenie: „Wystarczająca będzie ochrona bloku od ognia”). Postanowiono również, że część prac montażowych wykonają pracownicy firmy: „Przecież mamy wyspecjalizowanych techników”.

Obszar działania przedsiębiorstwa obejmował jedno z kilkudziesięcio-tysięcznych miast. Elektrociepłownia miała monopol lokalny. Firma opierała swoją działalność na kilku blokach gazowo-parowych. Zakupiony blok gazowo-parowy miał być kluczowy dla przedsiębiorstwa w sezonie 2008/2009. Zakładano, że będzie generował 50 proc. energii wytwarzanej przez firmę.

Pracownicy przystępują do montażu bloku. Zakończenie prac montażowych następuje w październiku. Próby i testy przebiegają pomyślnie: można zacząć eksploatację. 28 grudnia podczas nocnej zmiany nowy blok ulega awarii i przestaje pracować. Początkowo wydaje się, że to tylko krótkotrwałe zakłócenie w pracy. Po przybyciu serwisu okazuje się, że uszkodzenie jest poważne. Na szczęście naprawa nie jest zbyt kosztowna, jednak długotrwała. Remont wirnika należy przeprowadzić u producenta. Trudność nie polegała jedynie na długim czasie naprawy. Skomplikowane było ustalenie przyczyny awarii. Należało jednoznacznie określić, po czyjej stronie leży odpowiedzialność. Badania wykazały, że konieczne jest wykonanie naprawy wirnika u producenta. Czas naprawy u producenta – 1,5 miesiąca. Remont wirnika musiał być wstrzymany do momentu ustalenia przyczyny zdarzenia. Prace zmierzające do ustalenia przyczyny zdarzenia trwały 45 dni. Ostatni miesiąc to montaż elementów oraz testy i rozruch turbiny po naprawie. Od powstania szkody do wznowienia działalności minęło pięć miesięcy.

Elektrociepłownia została zmuszona do ograniczenia produkcji. Przychody przedsiębiorstwa pochodziły ze sprzedaży energii elektrycznej i cieplnej. W ujęciu rocznym przychody oscylowały w okolicach 100 mln zł. Straty (utrata zysku) wyniosły około 23 mln zł. Dodatkowo nie pokryto kosztów zakupu energii na własne potrzeby, pracy biegłych rewidentów. Łącznie wszystkie straty związane ze szkodą mieściły się w granicach 40 proc. rocznego obrotu przedsiębiorstwa. Brak ubezpieczenia utraty zysku wskutek awarii maszyny poskutkował zachwianiem płynności finansowej.

Nieobecność na rynku przez okres potrzebny na odtworzenie majątku trwałego może spowodować, że dotychczasowi klienci przedsiębiorstwa dotkniętego szkodą znajdą nowych partnerów handlowych.

A mogło być inaczej…
Wystarczyła jedna decyzja o przekazaniu ryzyka utraty zysku ubezpieczycielowi i sytuacja firmy wyglądałaby zgoła odmiennie.

Pierwsze przypadki ubezpieczania szkód następczych i zysku utraconego datuje się na przełom XVIII i XIX w., kiedy to rynek brytyjski zaczął oferować taki produkt. W ślad za rynkiem brytyjskim podążył rynek niemiecki, proponując od 1817 r. ubezpieczenie utraty czynszu jako dodatek do ubezpieczeń ogniowych nieruchomości będących przedmiotem najmu. Rok 1821 przyniósł znaną do dziś metodę kalkulacji odszkodowania opartą na okresie przerwy w działalności liczonym w dniach. Rok 1899 z kolei uważa się za datę powstania dominującego dziś modelu ubezpieczenia opartego na przychodach jako kluczowym parametrze. Wiek XX i rewolucja technologiczna przyniosły wprowadzenie ubezpieczeń utraty zysku kroczących w ślad za awarią maszyn. W 1910 r. niemiecki organ nadzoru zatwierdził taki produkt finansowy i dopuścił go do sprzedaży (W. Meier, M. Kuhn, A. Simone, E. Sormani, G. Galey, Business Interruption Insurance, Swiss Re, Zürich 2004).

Na podstawie przedstawionych przykładów firmy Odważni sp. z o.o. oraz Lawa SA można zauważyć, jak dotkliwa bywa przerwa w działalności wywołana zdarzeniem losowym. Przyczyn tego jest wiele.

Na znaczeniu zyskują posiadane kontakty handlowe, kompetencje kluczowych pracowników czy kultura organizacyjna. Klasyczne ubezpieczenie mienia nie chroni tych elementów. W wyniku niesamowitej globalizacji nasiliła się konkurencja. Nieobecność na rynku przez okres potrzebny na odtworzenie majątku trwałego może spowodować, że dotychczasowi klienci przedsiębiorstwa dotkniętego szkodą znajdą nowych partnerów handlowych. Ponadto outsourcing i specjalizacja produkcji zwiększają liczbę i rozległość geograficzną powiązań biznesowych. W rezultacie zdarzenie losowe u dostawcy może powodować trudności z zachowaniem ciągłości działalności w całym łańcuchu dostaw.

Rynek ubezpieczeniowy oferuje produkty zabezpieczające powyższe działania. Jednym z nich jest ubezpieczenie MLOP. Przedmiotem ubezpieczenia jest ubezpieczeniowy zysk brutto, który zostałby przez ubezpieczającego osiągnięty, gdyba szkoda nie zaistniała. Za utratę zysku uważa się poniesioną przez ubezpieczającego w okresie odszkodowawczym1 stratę finansową, bezpośrednio wynikającą ze spadku obrotu i wzrostu kosztów wytwarzania, powstałą wskutek zakłóceń lub przerwy w działalności, będących następstwem zdarzenia. Sumę ubezpieczenia mogą kształtować podatki, kredyty, energia elektryczna, a także koszty zastąpienia uszkodzonej maszyny lub przeniesienia produkcji do innej lokalizacji.

Konkluzja
Podsumowując powyższe przemyślenia, należy zauważyć, że ubezpieczenie MLOP jest godnym rozważenia elementem programu ubezpieczenia przedsiębiorstwa produkcyjnego. Decydując się na to ubezpieczenie, należy uwzględnić koszty i korzyści płynące z takiego działania. Koszt to oczywiście składka, ale również dodatkowe rozwiązania techniczne i organizacyjne, których wdrożenia wymaga ubezpieczyciel. Płatność składki w okresie normalnej działalności przedsiębiorstwa bowiem jest relatywnie niewielkim ciężarem. Korzyść z uzyskania odszkodowania w razie zaistnienia określonego umową zdarzenia może być natomiast ogromna – szczególnie gdy jego wypłata decyduje o przetrwaniu przedsiębiorstwa. Czy nie warto więc kupić spokoju w przypadku wystąpienia awarii?

Zagadnienia omówione szerzej w artykułach: To BI or not to BI? „Risk Focus” 2013, nr 1; Transfer ryzyka utraty zysku, „Risk Focus” 2007, nr 4.

About the author

POLECANE DLA CIEBIE