Traf, przypadek, prawdopodobieństwo – tych słów używamy, opisując możliwość zaistnienia jakiegoś zdarzenia. Najczęstszym przykładem sytuacji, w której większość osób chciałaby uczestniczyć, jest trafienie szóstki w losowaniu Lotto. I choć szansa taka wynosi 1 do 13 983 816, rzesze ludzi kupują losy. Skoro tak łatwo czasami jest nam uwierzyć w to, że spotka nas coś pozytywnego, dlaczego nie jesteśmy w stanie przyjąć, że stwierdzenie: „Mnie na pewno coś takiego się nie przytrafi” jest w sporym stopniu wyłącznie myśleniem życzeniowym?

Powyższe dotyczy zarówno życia ludzi, jak i funkcjonowania firm. Niekorzystnych zdarzeń mogących wpłynąć na prowadzoną przez przedsiębiorców działalność gospodarczą jest bez liku. Od problemów z otrzymywaniem płatności za świadczone usługi, przez zmiany prawa, po kryzysy gospodarcze oraz przeróżne zdarzenia losowe. W niniejszym artykule zajmiemy się tymi ostatnimi, związanymi z odpowiedzialnością cywilną z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej. Warto w jej kontekście przyjrzeć się przykładom pewnych zdarzeń.

Człowiek potyka się nie o góry, a o kretowiska
Autorstwo tej prostej maksymy przypisuje się powszechnie Konfucjuszowi. Jak większość tego typu złotych myśli, jest ona próbą ujarzmienia przynajmniej w części mechaniki otaczającego nas świata. Aforyzm ten mówi po prostu: choć to duże rzeczy zwracają na siebie uwagę, drobiazgi potrafią doprowadzić do upadku.

Nie mierz innych swoją miarą
Pierwszy przykład dotyczy firmy świadczącej usługi geodezyjne. Zawarła ona umowę na wytyczenie granic działki pod budynek zabudowy szeregowej wraz z jego posadowieniem w terenie. Prace wykonano w ciągu jednego dnia, budowę rozpoczęto. Gdy roboty już trwały i kończono konstrukcję parteru, kierownik budowy z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że budynek stoi w niewłaściwym miejscu – o kilka metrów za blisko granicy działki. Powodowało to niezgodność z zatwierdzonym do realizacji projektem i brak możliwości kontynuowania prac.

Jak ustalono, tyczenie przeprowadzono standardowymi metodami za pomocą tachimetru, wykorzystując jako punkty odniesienia kamienie graniczne. Błąd polegał na niewłaściwym odczytaniu wymiaru z mapy zasadniczej przy jednej z granic działki. Po wstępnym wytyczeniu pierwszego punktu wszystkie kolejne wykonano wobec niewłaściwie przyjętego punktu początkowego. Geodeta nie był w stanie wyjaśnić, z czego wynikła tak podstawowa pomyłka.

Na szczęście błąd został wykryty w miarę wcześnie, kiedy nie rozpoczęto jeszcze prac związanych z budową pierwszego piętra budynku. Dlatego roboty naprawcze obejmowały jedynie przebudowę ław fundamentowych oraz częściową rozbiórkę i ponowną budowę ścian parteru, ale już we właściwym miejscu.

Koszt prac związanych z przebudową stanowił dla inwestora nikłą część budżetu przeznaczonego na realizację całej inwestycji. Dla geodety zaś równy był kilkumiesięcznym zarobkom.

Codziennie przeciętny człowiek wykonuje bezwiednie setki drobnych czynności, nad którymi przeważnie się nie zastanawia.

Damnum emergens, lucrum cessans
Kolejny przykład dotyczy firmy budowlanej, która zawarła umowę o przeprowadzenie prac ziemnych. Zlecenie polegało na wykonaniu przekopu wzdłuż remontowanej przez głównego wykonawcę drogi. W dniach poprzedzających rozpoczęcie prac zakończono wszelkie niezbędne formalności związane z realizowanym przedsięwzięciem, m.in. ustalono zakres i miejsce pracy, pobrano mapę do celów projektowych z zaznaczonym uzbrojeniem terenu (mapa uprzednio została zatwierdzona przez Zespół Uzgadniania Dokumentacji Projektowej) oraz wydano stosowne wytyczne co do sposobu prowadzenia robót. Ponadto właściciel sieci energetycznej wydelegował swojego pracownika, który miał nadzorować prace wykonywane w pobliżu instalacji. Całość nadzorował także kierownik budowy z ramienia głównego wykonawcy oraz kierownik robót z firmy, która miała prace zrealizować. Przed samym rozpoczęciem zlecenia wykonano przekopy kontrolne, aby móc potwierdzić, czy instalacja podziemna znajduje się w miejscach wskazanych na mapie. Wreszcie zapoznano pracowników z warunkami panującymi na terenie budowy.
Po zakończeniu przygotowań ruszyły roboty. A następnego dnia… doszło do uszkodzenia przyłącza energetycznego prowadzącego do pobliskiego budynku. Dość szybko ustalono przyczynę zdarzenia. Winny okazał się pracownik firmy budowlanej zatrudnionej do wykonania prac ziemnych. Niepomny otrzymanych wytycznych, w momencie gdy natrafił na przeszkodę, uznał, że jest to korzeń rosnącego w pobliżu drzewa i z zawzięciem przystąpił do jego usuwania.

Naprawy pZrzut ekranu 2016-01-26 o 07.01.34rzyłącza dokonano w ciągu kilku godzin. Jej koszty stanowiły jedynie część wynagrodzenia, jakie firma budowlana miała otrzymać za realizację powierzonych im prac. Natomiast prawdziwy problem pojawił się kilka dni później. Pobliski budynek, którego przyłącze energetyczne zostało uszkodzone, był zakładem produkcyjnym.

W związku z uszkodzeniem przyłącza doszło do zwarcia, które uszkodziło podzespoły maszyny wykorzystywanej do produkcji. Zatrzymanie maszyny uniemożliwiło dokończenie bieżącego procesu wytwarzania. Zniszczony został obrabiany w chwili zdarzenia materiał, a bieżącą produkcję całkowicie wstrzymano. W efekcie zakład nie dość, że nie zdołał wywiązać się ze swoich umów, to jeszcze został obciążony karami za niezrealizowanie zleceń w terminie.

Specjalistyczna naprawa i ściąganie z zagranicy części potrzebnych do jej wykonania zajęły nerwowe dwa tygodnie. Firma budowlana otrzymała roszczenia przekraczające kilkudziesięciokrotnie wynagrodzenie ujęte w zawartej umowie.

Wbrew prawu grawitacji

Następny przykład dotyczy firmy sprzątającej. Jej pracownik, jak każdego dnia, przystąpił do swoich obowiązków, gdy ruch w zakładzie pracy, który miał uprzątnąć, już się zakończył. W pewnym momencie natrafił na drobny problem. Szafki, które chciał odkurzyć, były umieszczone zbyt wysoko. Udał się więc do sąsiedniego pomieszczenia po krzesło. Niestety, nie zdążył go nawet donieść. Gdy tylko przekroczył próg pomieszczenia, krzesło nagle wyrwało się z jego rąk… i odleciało. Zdarzenie trwało ułamek sekundy i ostatecznie okazało się nie tak trudne do wyjaśnienia.

Rozwiązaniem zagadki krzesła, które na podobieństwo braci Wrightów postanowiło zostać pionierem awiacji, są szczególne okoliczności zdarzenia. Sprzątanym zakładem pracy był szpital. Natomiast krótka przygoda z lataniem metalowego krzesła zakończyła się jego ugrzęźnięciem w komorze rezonansu magnetycznego.

Ze względu na swoją konstrukcję rezonans nawet w trybie pasywnym wytwarza silne pole magnetyczne. Jego pełne wyłączenie jest możliwe tylko w sytuacjach awaryjnych (np. zagrożenia życia pacjenta) lub w celu przeprowadzenia napraw. W tym przypadku zdarzenie wymagało wizyty specjalistycznego serwisu, który w celu oderwania krzesła od rezonansu musiał zdjąć pole magnetyczne, a następnie dokonać wymiany elementów, które zostały uszkodzone. Samo tylko powtórne włączenie rezonansu wymagało sprawdzenia funkcjonowania magnesu, wykonania procedur rozruchowych oraz uzupełnienia poziomu helu, który uwolnił się bezpowrotnie w momencie wyłączenia zasilania. Szpital musiał także poczekać kilka dni na dostawę części do wymiany. Wiemy już, jaki przebieg miało zdarzenie, ale dlaczego do niego doszło? Czy pomieszczenie z rezonansem było nieprawidłowo oznakowane? Wprost przeciwnie, oznaczenia były duże i czytelne, a możliwe zagrożenia opisane w pięciu językach. Może pracownik był źle przygotowany? Też nie, przed rozpoczęciem prac przeszedł właściwe szkolenie i był instruowany o potencjalnym ryzyku. Może był niedoświadczony i oszołomiony pierwszymi dniami w nowym miejscu? Niestety, był to pracownik z długoletnim stażem i zaznajomiony ze specyfiką pracy w szpitalu. Do szkody doprowadziła prozaiczna czynność. Pracownik wykonał ją rutynowo, zapominając, gdzie się znajduje. Bilans strat sięgał setek tysięcy złotych.

Spodziewane korzyści, rzeczywiste szkody

Zgodnie z art. 361 § 2 Kodeksu cywilnego naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł (damnum emergens), oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono (lucrum cessans). Stratą po stronie poszkodowanego będzie zarówno zmniejszenie aktywów (np. zniszczenie lub uszkodzenie rzeczy poszkodowanego), jak i zwiększenie pasywów (np. powstanie nowych zobowiązań, co nie miałoby miejsca, gdyby szkody nie wyrządzono). Utracone korzyści natomiast zawsze będą miały charakter hipotetyczny, a ich wykazanie z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością leży po stronie poszkodowanego.

Gore
Ostatni przykład dotyczy zdarzenia powstałego podczas planowej przerwy w produkcji, wprowadzonej przez duży zakład wytwórczy. Przestój przedsiębiorstwa miał być wykorzystany do przeprowadzenia m.in. wszelkiego typu prac remontowo-konserwacyjnych.

Do części prac związanych z rewizją stanu jednej z kluczowych instalacji zatrudniono podwykonawcę. Sama instalacja stanowiła odrębną budowlę porównywalną rozmiarami do średniej wielkości bloku mieszkalnego. Prace powierzone podwykonawcy miały obejmować m.in. wymianę skorodowanych śrub i nakrętek. Ponieważ zatrudnionym ślusarzom nie udało się odkręcić mocno zapieczonych śrub, postanowili do ich wymiany użyć szlifierki kątowej.

Kiedy zauważyli ogień, chwycili za gaśnice. Jednak ich starania okazały się daremne, gdyż pożar rozprzestrzeniał się zbyt szybko. Ugasiła go dopiero zakładowa straż pożarna. Pożarnik przybyły na pogorzelisko ustalił przyczynę zdarzenia na podstawie śladów zastanych na miejscu oraz relacji świadków. Pożar spowodowały spadające rozżarzone ścinki śrub, od których zapaliły się specjalnie profilowane cienkie arkusze wytworzone z mieszanki opartej na polichlorku winylu. Czysta forma polimeru PVC kwalifikuje się do materiałów samogasnących. Natomiast wszelkie użyte dodatki, mające poprawić właściwości polimeru, przeważnie zwiększają jego palność. Tak też było w tej sytuacji. Użyte arkusze nie były łatwopalne, ale użyta do ich produkcji mieszanka okazała się na tyle podatna na temperaturę, że uległy zapaleniu. Wybuchowi pożaru sprzyjały również kształt paneli oraz dobry dostęp do tlenu.

Spaliła się cała instalacja poddawana konserwacji. Jej odbudowa trwała kilka miesięcy. Straty liczono w milionach złotych.

Kalejdoskop zagrożeń
Przytoczone sytuacje nie są czymś niecodziennym. Samowolne oddalenie się pracownika z miejsca pracy powoduje przelanie się setek ton paliwa. Brak należytego zabezpieczenia linii produkcyjnej podczas wykonywania prac demontażowych wymusza kilkudniowe wstrzymanie produkcji. Wadliwie wykonana lub nieprawidłowo dokręcona złączka doprowadza do zalania hali wystawienniczej. Uszkodzenie systemu spryskiwaczy ładunkiem przewożonym przez pracownika magazynu doprowadza do zalania sprzętu elektronicznego znacznej wartości…

Codziennie przeciętny człowiek wykonuje bezwiednie setki drobnych czynności, nad którymi przeważnie się nie zastanawia. Są to nieskomplikowane działania, wykonywane automatycznie i choć składają się często na większe ciągi akcji, zwykle nie wymagają znacznej uwagi. Przeważnie nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy przyzwyczajenia i rutyna przenoszone są w miejsce pracy.

Skala potencjalnych konsekwencji i szkód, jakie niosą ze sobą, wydawałoby się, prozaiczne czynności, jest nie do oszacowania. Opisane przykłady dotyczyły jedynie prostych zleceń, polegających na wykonywaniu stosunkowo nieskomplikowanych prac, ale ich konsekwencje mogłyby zachwiać stabilnością finansową nawet dużej firmy. Mowa tylko o łatwo policzalnych kwestiach pieniężnych. A co z brakiem zaufania ze strony kontrahentów lub utratą renomy albo dobrego imienia spółki?

Pytanie brzmi: czy w świecie, którego złożoność zdaje się rosnąć na naszych oczach, jest miejsce na zastój w postrzeganiu zagrożeń otaczających przedsiębiorcę? Same przykłady zdarzeń można by długo mnożyć, a wniosek od dawna jest ciągle ten sam: jak zaskakująco niewiele trzeba, by doszło do szkody.

About the author

POLECANE DLA CIEBIE