Co wspólnego z ubezpieczeniami ma cytat z XVII-wiecznego dzieła Szekspira? Wbrew pozorom całkiem sporo.

I nie chodzi tu tylko o fonetyczną zbieżność słynnej frazy z monologu Hamleta z tytułem tego artykułu. „Być albo nie być” w biznesie to przewodni temat koszmarnych snów współczesnych menedżerów. Obawiać się mogą wielu rzeczy, takich jak kryzys finansowy, niewypłacalność kontrahentów czy wrogie przejęcie. Dla wielu firm katastrofalna w skutkach może się jednak okazać tak banalna rzecz jak brak polisy BI (Business Interruption). W przypadku poważnej szkody majątkowej przetrwanie może graniczyć z cudem. Wówczas niestety realne staje się „not to be”.

Zrozumieć BI
Szkoda majątkowa w przedsiębiorstwie może znacznie utrudnić jego dalszą działalność, a nawet doprowadzić do bankructwa. Budynki da się oczywiście odbudować, a maszyny odkupić, ale to wszystko trwa. Kilka lub kilkanaście miesięcy, a w skrajnych przypadkach nawet lat. W tym czasie firma ponosi określone koszty, a nie jest w stanie osiągać odpowiednich dochodów. Wyjściem z kłopotu może być rozszerzenie zakresu posiadanego ubezpieczenia o ubezpieczenie BI (Business Interruption), powszechnie znane jako ubezpieczenie utraty zysku. BI stanowi istotne dopełnienie ubezpieczenia majątkowego, ponieważ obejmuje ochroną konsekwencje przerwy w prowadzeniu działalności powstałe na skutek ubezpieczonej szkody materialnej w majątku firmy. Przedmiotem ubezpieczenia jest ubezpieczeniowy zysk brutto, na który w uproszczeniu składają się koszty stałe oraz zysk netto. Jednak zagrożenia kryją się czasami gdzie indziej i to wcale nie tam, gdzie ich zwykle szukamy.

Tsunami a sprawa polska
Przez świat ciągle przetaczają się różnego rodzaju większe lub mniejsze kryzysy gospodarcze albo wstrząsają nim katastrofy naturalne. Niektóre mają charakter lokalny, a inne wręcz globalny. Pociągają za sobą wiele ofiar w ludziach i powodują ogromne szkody materialne. Trzęsienie ziemi oraz tsunami w Japonii, długotrwałe powodzie w Tajlandii w 2011 r. to tylko wybrane największe katastrofy naturalne z ostatnich lat. Według raportów światowych reasekuratorów straty tylko z tytułu tych dwóch zdarzeń przekroczyły kwotę 260 mld dolarów, z czego ubezpieczeniu podlegała zaledwie ¹/5 z nich! Czy zdarzenia te czegoś nas nauczyły? Można oczywiście wzruszyć ramionami i uznać, że tsunami czy trzęsienie ziemi to dla nas, w Polsce, zbyt wielka egzotyka, by zaprzątać sobie nimi głowę. W przypadku powodzi skojarzenia są już bliższe i dla niektórych bardziej bolesne. Powodzie, które miały miejsce w Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat, zrobiły swoje. Przedsiębiorcy, szczególnie prowadzący działalność w miejscach narażonych na powódź, są świadomi ryzyka i w większości nie ryzykują braku ubezpieczenia. Dotyczy to przede wszystkim sekcji majątkowej. Ubezpieczenie BI, choć coraz bardziej popularne, jest traktowane jako ten element, który można sobie podarować, by zaoszczędzić na składce ubezpieczeniowej. Nie mówiąc już o szerokim i dopasowanym do specyfiki działalności firmy zakresie tego ubezpieczenia.

Powodzie w Tajlandii uwypukliły jeszcze jedno bardzo istotne ryzyko, o którym wielu przedsiębiorców nie wie, nie pamięta, nie chce pamiętać lub je przeczuwa, ale nie potrafi wyobrazić sobie konsekwencji, jakie za sobą niesie.

Wiedza na temat narażenia kontrahenta na konkretne katastrofy naturalne czy zdarzenia losowe pomaga ocenić prawdopodobieństwo utraty zysku brutto ubezpieczanej firmy.

 

Czy zakres w BI ma znaczenie?
Doniesienia o coraz większym zasięgu powodzi w Tajlandii spędzały sen z powiek nie tylko mieszkańcom tego kraju i władzom w Bangkoku. Bardzo uważnie przyglądano się tym wydarzeniom również w szklanych biurowcach w Tokio, Seulu, Monachium, Cupertino czy Round Rock w stanie Teksas. Szefowie wielkich koncernów samochodowych oraz producentów sprzętu elektronicznego zastanawiali się, jak tajska powódź wpłynie na ich przedsięwzięcia. I nie chodziło im tylko o szkody materialne w ich fabrykach na terenie Tajlandii, ale również o skutki ich zamknięcia na kilka miesięcy dla całej sieci przedsiębiorstw rozsianych po świecie.

Sytuacja była poważna. Suma opadów w niektórych rejonach przekroczyła długoterminową średnią o 1000 mm a w 65 z 77 prowincji ogłoszono stan klęski żywiołowej. W wielu miejscach woda sięgała 2 m, a ze względu na położenie części kraju niewiele ponad poziomem morza woda utrzymywała się na zalanych obszarach przez kilka miesięcy.

Ponieważ Tajlandia jest jednym z kluczowych producentów podzespołów do produkcji sprzętu elektronicznego (w tym kraju produkuje się 25 proc. światowego zapotrzebowania na dyski twarde), fabryki w innych krajach i na innych kontynentach ponosiły straty, bo albo wcale nie otrzymywały dostaw, albo były one bardzo drogie. Przerwana została misterna i gęsta sieć powiązań. Działająca w miarę bez zarzutu wielka machina nagle się zacięła. Jeden z wiodących japońskich producentów samochodów musiał wstrzymać na kilka tygodni produkcję wcale nie z powodu zalania swojej tajskiej fabryki, ale przez zniszczone drogi i linie zasilające w media. Jego straty wynosiły do 6 tys. sztuk pojazdów dziennie!

Powróćmy jednak na nasze krajowe podwórko i mając w pamięci powyższe przykłady, zastanówmy się, czy poszukiwanie kluczowych rodzajów ryzyka, które może zagrozić firmie, aby na pewno powinno kończyć się na ogrodzeniu zakładu.

CBI – co to takiego?
Gospodarka XXI w. to rozległa sieć połączeń, długich i skomplikowanych łańcuchów dostawców i odbiorców. Pewne rzeczy bardziej opłaca się kupić w Chinach czy Malezji, niż produkować w Europie. Polskie zakłady, choć nie należą do światowych potentatów, również uczestniczą w tej grze. Ewentualna szkoda w Polsce pewnie nie wygeneruje rekordowych strat na skalę światową, ale może okazać się bardzo istotna z punktu widzenia konkretnego przedsiębiorstwa i doprowadzić do poważnych problemów finansowych. Każdy przedsiębiorca jest aktualnie w mniejszym lub większym stopniu uzależniony od dostawców, jak również od odbiorców swojej produkcji. Zakłady te nie muszą być wcale na końcu świata, by doprowadzić do poważnych kłopotów naszego klienta. Wystarczy, że jest on uzależniony od jednego kluczowego dostawcy lub odbiorcy.

to bi or not to bi - 1Uzależnienie jest większe, jeśli nasz klient wykonuje bardzo specyficzne przedmioty, które de facto może sprzedać tylko jednemu odbiorcy lub ograniczonej liczbie odbiorców (np. konkretne opakowania, unikalne podzespoły do maszyn itp.). Duża szkoda spowodowana pożarem czy katastrofą naturalną u odbiorcy zwiększa prawdopodobieństwo powstania znacznych strat u naszego klienta. Uzależnienie to dotyczy również dostawców, w tym dostawców mediów. Elektryczność, gaz, woda czy para to media, które są wykorzystywane praktycznie w każdym zakładzie. Niemożność dostarczenia jednego z nich z powodu szkody u dostawcy skutecznie powstrzyma funkcjonowanie zakładu. Dodatkowy problem pojawia się wtedy, gdy produkt jest bardzo wrażliwy na nagły brak np. energii elektrycznej.

W 2009 r. na skutek gwałtownych burz śnieżnych na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych doszło do długotrwałych przerw w dostawie prądu. Zabrakło go m.in. w jednej z dużych hut aluminium. Brak zasilania doprowadził do obniżenia temperatury w piecach poniżej temperatury topnienia, co skutkowało zastygnięciem wsadu. Konieczne było skuwanie zastygniętego materiału i kosztowne naprawy. Dwie z trzech linii huty zostały unieruchomione, co spowodowało zmniejszenie dziennej produkcji o 75 proc. W związku z tym huta mocno ograniczyła odbiór surowca od swoich kontrahentów. Poskutkowało to ogromnymi stratami u jednego z dostawców, dla którego huta była kluczowym odbiorcą.

Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, że klientem tej huty jest polski producent opakowań, któremu huta dostarczała 80 proc. surowca do produkcji. Surowca, którego przez kilka tygodni nie będzie w stanie produkować. Jeśli producent opakowań nie posiada kilkutygodniowego zapasu, zaczynają się problemy. Skąd z dnia na dzień znaleźć nowego dostawcę? Kupić nawet drożej, ale dalej produkować – to jest podstawowe zadanie dla menedżerów na najbliższe godziny, dni. Jak znaleźć tak szybko potencjalnych zastępców dostawcy? O tym jednak później, a tymczasem wraz z rosnącymi stratami pojawia się myśl – przecież jesteśmy ubezpieczeni! Zaczyna się nerwowe wertowanie polisy, telefony do pośrednika i… to by było na tyle. Zapis w polisie ubezpieczenia utraty zysku mówi o „szkodzie w ubezpieczonym mieniu”. A zakład ma się dobrze, żadnych szkód, maszyny są gotowe do pracy na 100 proc. mocy. Tylko surowca brak – huta (dostawca) nie wywiązuje się z umowy.

Gdy kontrahent ma problemy
Rynek ubezpieczeniowy oferuje jednak rozwiązanie tego typu problemu w postaci tzw. klauzuli dostawców i odbiorców. Klauzula ta rozszerza zakres ubezpieczenia o utratę zysku brutto ubezpieczającego, spowodowaną szkodą materialną u jego dostawcy lub odbiorcy. Warunkiem jest, aby szkoda, która doprowadziła do wstrzymania produkcji u dostawcy lub odbiorcy, była objęta zakresem naszego ubezpieczenia. Innymi słowy, jeśli z naszego ubezpieczenia wyłączona jest powódź, ponieważ to ryzyko jest dla nas nieistotne, to gdy nasi kontrahenci nie będą w stanie wywiązać się z zobowiązań z uwagi na szkodę powodziową, klauzula nie zadziała.

Jeszcze innym rozwiązaniem jest wskazanie zdarzeń, które w ramach klauzuli objęte są ochroną, przy czym zakres ten jest nie szerszy niż oferowany w bazowej polisie utraty zysku (z reguły w przypadku polisy na bazie ryzyk wszystkich jest on ograniczany do kilkunastu ryzyk nazwanych). Klauzula dostawców/odbiorców w zdecydowanej większości przypadków jest oferowana z limitem odpowiedzialności. Skłonność towarzystw ubezpieczeń do oferowania wyższych limitów i szerszego zakresu ubezpieczenia jest wprost proporcjonalna do tego, ile wiedzą o poszczególnych kontrahentach. Nazwa, lokalizacja, udział w obrocie firmy oraz możliwość zastąpienia to kluczowe pytania, na które oczekują odpowiedzi.

Ryzyko ponoszone przez ubezpieczyciela jest bowiem wysokie. Wiedza na temat narażenia kontrahenta na konkretne katastrofy naturalne czy zdarzenia losowe związane z rodzajem jego działalności istotnie wpływa na ocenę prawdopodobieństwa zrealizowania się szkody w postaci utraty zysku brutto ubezpieczonej firmy. I tak bagatelizowane w Polsce trzęsienie ziemi, tsunami czy wybuch wulkanu dla świadomego underwritera powinny stanowić istotną podstawę do zaoferowania takiej czy innej ochrony w zakresie klauzuli dostawców/odbiorców w przypadku kontrahentów zlokalizowanych na terenach zagrożonych tymi zdarzeniami.

Zdarzają się jednak przypadki, że ubezpieczyciel obejmuje ochroną nienazwanych dostawców/odbiorców. Dotyczy to z reguły drobnych kontrahentów, których udział w obrocie firmy nie przekracza kilku procent. W praktyce wygląda to tak, że ubezpieczający wskazuje kilku kluczowych kontrahentów z nazwy, a reszta jest uwzględniona łącznie bez ich wskazywania, często z niższym limitem odpowiedzialności i dodatkowym ograniczeniem terytorialnym wyłącznie do terenu Polski czy wybranych krajów europejskich.

Gdy dostępu brak
Powróćmy do producenta samochodów, który musiał zamknąć swoją fabrykę w Tajlandii na skutek szkód w infrastrukturze otaczającej zakład. W tej sytuacji rozwiązaniem byłoby rozszerzenie zakresu ubezpieczenia utraty zysku o klauzulę ograniczonego lub całkowitego braku dostępu. Rozszerza ona zakres ubezpieczenia o konsekwencje przerwy w działaniu zakładu (utrata zysku) na skutek szkody majątkowej w mieniu sąsiadującym z zakładem. Nie zawsze muszą to być drogi czy mosty. Czasami szkoda u „kłopotliwego” sąsiada, jakim jest np. zakład chemiczny, może spowodować brak dostępu do zakładu. Ograniczenia lub brak dostępu do zakładu są szczególnie prawdopodobne dla firm, które w całości mieszczą się na terenie innego zakładu – np. spółek powydzielanych z dawnych wydziałów innej firmy czy firm działających w miejscach o wysokiej koncentracji biznesu – w centrach miast, galeriach handlowych, biurowcach, kompleksach magazynowych.

Klauzula dostawców/odbiorców oraz klauzula braku/ograniczonego dostępu są określane mianem CBI – Contingent Business Interruption.

Polak mądry po szkodzie?
Pozostaje jeszcze pytanie, na które muszą sobie odpowiedzieć menedżerowie firmy, której kluczowy kontrahent nie wywiązuje się z zobowiązań na skutek szkody w swoim zakładzie. Najlepiej zadać je wcześniej, zanim pojawią się problemy. Stworzenie planu kontynuacji działania czy planu wyjścia z sytuacji kryzysowej (Business Continuity Planning/Disaster Recovery Plan) spowoduje, że mądrzy będziemy również przed szkodą. Definiując wcześniej zewnętrzne zależności, jakie występują w procesie funkcjonowania zakładu, jesteśmy w stanie w momencie zdarzenia podejmować szybkie decyzje zmierzające do minimalizacji strat związanych ze szkodą u kontrahenta. Nie tracimy już czasu na zastanawianie się, z kim rozmawiać i gdzie go znaleźć, ale poszczególne osoby w firmie wiedzą, z kim się kontaktować, o czym rozmawiać i czego się po rozmowach spodziewać, aby móc zastąpić dotychczasowych dostawców/odbiorców. Jednocześnie underwriter, wiedząc, że firma jest przygotowana na sytuację kryzysową, zapewne łaskawiej spojrzy na wyższy limit odpowiedzialności czy wniosek o krótszy okres obowiązywania czasowej franszyzy redukcyjnej.

Alternatywni kontrahenci to tylko jeden z elementów planu wyjścia z sytuacji kryzysowej. W przypadku szkody w mieniu naszego zakładu istotna jest też informacja o możliwości przeniesienia działalności w inne miejsce w celu minimalizacji strat, wykaz potencjalnych firm budowlanych mogących uczestniczyć w odbudowie zakładu, wykaz dostawców kluczowych urządzeń wraz ze spodziewanymi terminami realizacji zamówień itd.

Czy BI zawsze gwarantuje „to be”?
Na dalsze działanie firmy po wystąpieniu szkody w jej majątku czy w majątku jej kontrahentów wpływa wiele czynników. Zbyt krótki maksymalny okres odszkodowawczy, zbyt niska suma ubezpieczenia, zbyt wąski zakres (np. brak klauzul CBI) mogą tak czy owak doprowadzić do bankructwa przedsiębiorstwa. Cały czas bowiem pozostaje jeden czynnik, na który wpływu nie mamy. Jest nim konkurencja, która będzie się starała wykorzystać ten moment słabości, by zająć nasze miejsce. Jedno jest jednak pewne – dobrze dobrany zakres ubezpieczenia, w tym ubezpieczenia BI, w sposób istotny zwiększa prawdopodobieństwo przetrwania firmy w dobrej kondycji, nawet jeśli na własnej skórze lub na skórze swoich kluczowych kontrahentów doświadczy szkody majątkowej.

Źródło: munichre.com, swissre.com.

 

About the author

POLECANE DLA CIEBIE